Drugi Vivian Maier: Fotografia uliczna Angela Rizzuto

Nieznany fotograf, który dokumentował Nowy Jork przez ponad dekadę

Przez wiele lat pewien anonimowy mężczyzna przemierzał ulice Nowego Jorku każdego popołudnia, robiąc tysiące zdjęć. Jego praca została doceniona dopiero po śmierci — pozostawił po sobie ogromne archiwum, które późniejsze pokolenia porównały do odkrytych pośmiertnie fotografii Vivian Maier.

Przez ponad dziesięć lat skryty Angelo Antonio Rizzuto trzymał się żelaznej codziennej rutyny na Manhattanie. O godzinie 14:00 wychodził z aparatem fotograficznym, by dokumentować życie miasta. W latach 1952–1964 stworzył dziesiątki tysięcy zdjęć w ramach ambitnego, lecz nigdy niezrealizowanego projektu — książki, którą planował zatytułować „Little Old New York". Podobnie jak Maier, jego twórczość pozostawała w cieniu przez całe jego życie i zyskała rozgłos dopiero po śmierci fotografa.

Burzliwe życie przed obiektywem

Rizzuto urodził się w 1906 roku w Południowej Dakocie jako syn sycylijskich imigrantów. Wychował się w Omaha w stanie Nebraska, a następnie podjął studia prawnicze na Harvardzie, których jednak nie ukończył. Po śmierci ojca spór o rodzinny majątek doprowadził go do próby samobójczej w 1941 roku i okresu hospitalizacji psychiatrycznej.

Jego życie stawało się coraz bardziej niestabilne — zmagał się z chorobą psychiczną, odbył służbę wojskową zakończoną zwolnieniem ze względów medycznych i przez lata przemierzał kraj z miejsca na miejsce, zanim ostatecznie osiadł w Nowym Jorku.

Pustelnik z aparatem w dłoni

Na Manhattanie Rizzuto wiódł niezwykle odosobnione życie, wynajmując skromny pokój i unikając kontaktów towarzyskich przez większość dnia. Mimo to przez blisko 18 lat nieprzerwanie wychodził na ulice, by fotografować miasto. Choć wybrał życie w ciasnym wynajmowanym pokoju, posiadał kamienicę przy East 51st Street — prawdopodobnie kupioną za odziedziczone pieniądze — gdzie wywoływał swoje zdjęcia.

Jego prace ujawniają głębokie zaangażowanie w życie metropolii. Fascynowała go skala i struktura Nowego Jorku — często fotografował wieżowce, mosty, parki i ogrodzenia, kładąc nacisk na formy geometryczne. Utrwalał też cichsze chwile, skupiając obiektyw na zwykłych ludziach: dzieciach, dojeżdżających do pracy i przechodniach, z których wielu najwyraźniej nie zdawało sobie sprawy, że jest fotografowanych.

Motywy i metoda pracy

Jan Grenci, specjalista w Dziale Rycin i Fotografii Biblioteki Kongresu, tak opisuje twórczość Rizzuto: „Można dostrzec pewne powtarzające się tematy — koty i psy, dzieci, witryny sklepowe, ludzie w metrze i na dworcach kolejowych, a także zakonnice". W kompozycjach fotografa często pojawiały się architektoniczne elementy — balustrady, okna i tory — które tworzyły ramy dla sportretowanych postaci.

Ciekawe artykuły:

Jego metoda pracy była skrupulatna i systematyczna. Używał taśmy filmowej sprzedawanej w dużych rolkach, niekiedy sięgając po kilka aparatów w ciągu jednego dnia. Odbitki stykowe porządkował tematycznie, a nie chronologicznie. Po roku 1953 wiele rolek kończyło się autoportretem fotografa, który często nawiązywał do kątów i perspektyw widocznych na wcześniejszych ujęciach.

Spuścizna przekazana Bibliotece Kongresu

Kiedy Rizzuto zmarł na raka w 1967 roku, pozostawił po sobie około 60 000 fotografii. Wraz ze środkami uzyskanymi ze sprzedaży swojej kamienicy przekazał całe archiwum Bibliotece Kongresu, zastrzegając, że jego prace mają zostać wydane w formie książki. Po jego śmierci testament został zaskarżony, jednak Biblioteka Kongresu ostatecznie otrzymała większość majątku i przejęła kontrolę nad archiwum fotograficznym w 2001 roku. Dwie dekady później zbiór udostępniono badaczom i analitykom.

Rizzuto posługiwał się pseudonimem Anthony Angel — spolszczoną wersją swojego imienia — i zażyczył sobie, by Biblioteka Kongresu nazwała jego kolekcję The Anthony Angel Collection. Instytucja spełniła tę prośbę.

Paralele z Vivian Maier i szersze pytanie o zapomniane archiwa

Podobieństwa między Rizzuto a Vivian Maier są uderzające. Oboje pracowali w niemal całkowitym zapomnieniu, kierując się wewnętrznym impulsem dokumentowania otaczającego ich świata — bez jakichkolwiek oczekiwań na uznanie. Oboje pozostawili po sobie rozległe dorobki, które odkryto i doceniono dopiero po ich śmierci.

Ich spuścizny potoczyły się jednak różnymi drogami. Decyzja Rizzuto o bezpośrednim przekazaniu archiwum Bibliotece Kongresu zapewniła zbiorowi bezpieczne miejsce w publicznej instytucji. Było to rozwiązanie zupełnie odmienne od prawnych i komercyjnych sporów, które wybuchły po odnalezieniu fotografii Maier na aukcji rzeczy pozostałych po zmarłych.

Historia Angela Rizzuto rodzi szersze pytanie, które od lat nurtuje środowiska fotograficzne i archiwistyczne: ilu innych Vivian Maierów wciąż czeka na odkrycie? Dla wielu jego przypadek jest dowodem na to, że znaczące archiwa artystyczne mogą przez dziesięciolecia pozostawać w ukryciu, czekając na chwilę, gdy ktoś w końcu je dostrzeże.

Przewijanie do góry