Ten aparat ma pionowy sensor, ogromną lampę błyskową i nudne przeznaczenie

Sony DKC-C200X — najbardziej niezwykły aparat do zdjęć paszportowych

Fotograf James Warner, znany ze swojego kanału na YouTube poświęconego dziwnym aparatom cyfrowym, trafił ostatnio na prawdziwy rarytas. Jego najnowsze nabytki to Sony DKC-C200X — masywny, srebrny digicam z 2003 roku, zaprojektowany wyłącznie do robienia zdjęć paszportowych i dowodowych. To urządzenie z pionowym sensorem, gigantyczną lampą błyskową i jednym jedynym zadaniem: obsługą urzędowych kolejek.

Czym właściwie jest Sony DKC-C200X?

Kiedy Sony prezentowało ten aparat w 2003 roku, jego cena wynosiła 1495 dolarów. W zestawie oferowano łączność Bluetooth oraz 4-megapikselowy sensor ustawiony pionowo — coś absolutnie wyjątkowego w świecie aparatów cyfrowych. Dla porównania, jedynym współczesnym przykładem podobnego rozwiązania jest Fujifilm X Half z 2025 roku.

Aparat był zaprojektowany do pracy w parze z drukarką termiczną UPX-C200 Digital Printing System. Całość działała bezprzewodowo — zdjęcie wykonane przez Bluetooth trafiało wprost do drukarki. Urządzenie wyposażono też w obrotowy wyświetlacz LCD o przekątnej 1,8 cala, który obraca się o 90 stopni.

Pionowy sensor — czy to ma sens?

W przypadku większości aparatów pionowa orientacja sensora byłaby absurdem. Tutaj jednak nabiera logiki. Zdjęcia paszportowe i dowodowe mają format kwadratowy lub portretowy — pionowy sensor idealnie wpisuje się w ten schemat. Aparat był po prostu narzędziem pracy, nie gadżetem dla entuzjastów.

Workflow był maksymalnie uproszczony: zrób zdjęcie, wyślij do drukarki, gotowe. Żadnych zbędnych kroków, żadnego edytowania.

Co mówi fotograf korzystający z tego aparatu?

Warner przyznaje, że właśnie ta dziwaczność przyciągnęła go do Sony C200X. „Uwielbiam niekonwencjonalne stare aparaty — mówi — a fakt, że ten nie był przeznaczony dla zwykłego konsumenta, sprawia, że jest jeszcze bardziej interesujący."

Ciekawe artykuły:

Szczególne wrażenie robi na nim kombinacja pionowego sensora i lampy błyskowej. „Lampa zapewnia równomierne oświetlenie i minimalizuje ostre cienie" — wyjaśnia Warner. Zaznacza jednak, że jej moc nie jest wcale większa niż w typowej lampie wbudowanej w lustrzankę. Chodzi raczej o większą powierzchnię świecącą. Efekt jest jednocześnie imponujący i absurdalny.

Czy da się nim fotografować poza biurem?

Okazuje się, że tak — i to z całkiem przyzwoitymi rezultatami. Warner zabrał C200X na zewnątrz i robił nim zwykłe, codzienne zdjęcia. Masywna lampa błyskowa sprawdza się zaskakująco dobrze w plenerze, nadając fotografiom charakterystyczny, wyrazisty wygląd.

Aparat można też skonfigurować jako fotobudkę — dokładnie tak, jak pierwotnie zamierzano. Warto jednak pamiętać, że sensor i obiektyw są identyczne jak w znacznie mniejszych i wygodniejszych digicamach z tamtej epoki. Tamte aparaty oferują więcej funkcji: zapis w formacie RAW, więcej profili obrazu, łatwiejszy dostęp do pamięci.

Dla kogo jest Sony DKC-C200X dziś?

Warner nie poleca tego aparatu jako podstawowego sprzętu fotograficznego. Jeśli jednak ktoś szuka czegoś naprawdę oryginalnego — osobliwego „aparatu natychmiastowego" z nutą urzędowej historii — C200X może być strzałem w dziesiątkę.

„Jeśli po uwzględnieniu wszystkich wad ten aparat nadal cię kręci, to dziś jest absolutnie fajnym zakupem" — podsumowuje Warner. Co ciekawe, egzemplarze kupione na eBay mogą zawierać zdjęcia poprzednich właścicieli wciąż zapisane na karcie pamięci.

Ile kosztuje i gdzie go znaleźć?

W chwili pisania tego tekstu Sony DKC-C200X można kupić na eBay za mniej niż 100 dolarów. Cena wzrośnie, jeśli zdecydujesz się na komplet z drukarką. To niezwykły eksponat i doskonały temat do rozmowy — oczywiście pod warunkiem, że rozmawiasz z kimś, kto zna się na fotografii.

Przewijanie do góry