Agenci FBI zapukali do drzwi fotografa dokumentującego protesty
Fotograf został przesłuchany przez funkcjonariuszy FBI we własnym domu — zapytano go o zdjęcia, które wykonał podczas protestów przeciwko deportacjom. Agenci chcieli wiedzieć m.in., czy jest w stanie rozpoznać tożsamość uwiecznionych na nich osób.
Co dokładnie wydarzyło się 4 lutego?
Robert Scherle przebywał w swoim domu w Eugene w stanie Oregon, gdy 4 lutego do jego drzwi zapukali federalni agenci. Fotograf wcześniej relacjonował demonstracje przed miejskim Budynkiem Federalnym, gdzie swoją siedzibę ma jednostka imigracyjna Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Właśnie ten budynek stał się centrum narastających protestów przeciwko deportacjom — 30 stycznia doszło tam do aktów wandalizmu i wybicia szyb.
Scherle przyznał, że początkowo sądził, iż wizyta dotyczy zbiórek, które prowadził na rzecz Oregon Community Asylum Network — organizacji wspierającej osoby ubiegające się o azyl i innych imigrantów. Okazało się jednak, że w drzwiach stało dwoje agentów FBI — mężczyzna i kobieta w ubraniach cywilnych — którzy przedstawili się jako pracownicy eugeneńskiego biura portlandzkiego oddziału FBI.
O co pytali agenci?
Scherle jest w Oregon postacią dobrze rozpoznawalną w środowisku fotoreporterów dokumentujących protesty. Podczas demonstracji zawsze wyraźnie oznacza się jako przedstawiciel mediów, nosząc akredytację prasową. Agenci zapewnili go na wstępie, że „nie jest w żadnych kłopotach", po czym zapytali, czy dysponuje zdjęciami protestujących, którzy zniszczyli mienie federalne.
„Od razu powiedzieli: »Nie masz żadnych problemów, chcemy tylko porozmawiać, nie martw się«. A potem zaczęli pytać, czy mam zdjęcia protestujących niszczących federalne mienie. Odpowiedziałem, że nie" — relacjonował Scherle.
Ciekawe artykuły:
Agenci dopytywali następnie, czy byłby w stanie zidentyfikować osoby ze zdjęć, gdyby mu je pokazali. Fotograf odmówił, tłumacząc, że na miejscu panował „zbyt duży chaos", a większość uczestników protestu miała zasłonięte twarze.
Black Bloc i atmosfera przesłuchania
„Nic nie widziałem, miałem maskę gazową, a oni byli ubrani w Black Bloc" — powiedział Scherle. Black Bloc to taktyka protestacyjna, polegająca na ubieraniu się uczestników na czarno i zakrywaniu twarzy w celu ukrycia tożsamości.
Scherle podkreślił, że agenci nie byli groźni ani wywierający presję, jednak sama wizyta wprawiła go w stan napięcia. „To było coś w rodzaju ukrytej groźby — już sam fakt, że tam byli" — wyjaśnił.
Reakcja FBI i pytania o wolność prasy
Zdarzenie wywołało poważną dyskusję na temat wolności prasy w Oregon. W oświadczeniu przekazanym lokalnym mediom portlandzki oddział FBI przyznał, że czasem przeprowadza rozmowy z osobami, które filmowały lub fotografowały na miejscu zdarzenia, prosząc o udostępnienie materiałów. Jednocześnie zaznaczył, że w przypadku dziennikarzy stosuje procedury chroniące wolność prasy.
„W toku działań śledczych przeprowadziliśmy rozmowy z członkami społeczeństwa, którzy tego wieczoru rejestrowali zdarzenia na zdjęciach lub filmach, i poprosiliśmy o udostępnienie nagrań" — poinformował portlandzki oddział FBI. „Jeśli rozmówca identyfikuje się jako przedstawiciel mediów i okazuje stosowne dokumenty lub akredytację, dysponujemy procedurami umożliwiającymi wnioskowanie o informacje w sposób zgodny z konstytucyjną zasadą wolności prasy."













