Wiosenne roztopy ujawniły to, co zima ukryła
Kiedy nadeszła wiosna i śnieg zaczął powoli topnieć, fotoreporter telewizyjny odzyskał swojego iPada — urządzenie, które przepadło bez śladu podczas styczniowej zamieci kilka miesięcy wcześniej. To historia o cierpliwości, pomocy sąsiedzkiej i kaprysach natury.
Zima pochłonęła sprzęt podczas relacjonowania burzy
Brian Felsenthal, fotoreporter stacji 12 News, zgubił swojego iPada podczas relacjonowania potężnej śnieżycy w Cranston w stanie Rhode Island. Tamta zimowa burza zasypała region warstwą śniegu sięgającą od 30 do 45 centymetrów.
Po uświadomieniu sobie straty Felsenthal metodycznie przeszukał samochód reporterski, plecak i torbę na sprzęt fotograficzny. Niestety — bez rezultatu. Dopiero aplikacja Apple „Znajdź mój" naprowadziła go na właściwy trop: urządzenie leżało zakopane gdzieś na zewnątrz budynku Rhode Island Emergency Management Agency (RIEMA).
Poszukiwania jak szukanie igły w stogu siana
Fotoreporter wrócił na parking i zaczął przekopywać śnieżne zaspy, ale i tym razem nic nie znalazł. Sytuacja była coraz bardziej beznadziejna.
„Zdałem sobie sprawę, że jestem nad wyraz przegrany — próbowałem znaleźć igłę w stogu siana" — przyznał Felsenthal.
Zdeterminowany, by nie odpuszczać, zamieścił prośbę na Facebooku. „Czy ktoś ma wykrywacz metalu, który mógłby mi pożyczyć na dzień? Zgubiłem coś i myślę, że to tkwi w zaspie" — napisał.
Ciekawe artykuły:
Mieszkaniec East Providence ruszył na ratunek
Na apel błyskawicznie odpowiedział Gene Silva z East Providence. Obaj mężczyźni spędzili wspólnie wiele godzin na przeszukiwaniu zasp śnieżnych — niestety bez powodzenia.
„Zrobiliśmy co w naszej mocy" — stwierdził Silva z rezygnacją, dodając: „Może pokaże się, gdy śnieg stopnieje."
12 marca iPad wrócił na powierzchnię
Felsenthal regularnie odwiedzał to miejsce, śledząc postępy roztopów. W końcu, 12 marca 2026 roku, jego wytrwałość została nagrodzona — iPad odnalazł się na powierzchni niemal całkowicie stopniałej zaspy, tuż przed budynkiem RIEMA.
Stan urządzenia nie napawał optymizmem. „Nie wygląda najlepiej" — ocenił fotoreporter, wskazując na roztrzaskaną szybę i oderwany górny fragment obudowy, przez który wystawał przedni aparat.
Dwie lekcje od Matki Natury
Felsenthal opisał całe to przeżycie jako „emocjonalny rollercoaster". iPad jest już bezpowrotnie martwy — fotoreporter zapowiedział, że „odda go spoczynkowi".
Z całej przygody wyciągnął jednak dwa praktyczne wnioski: należy szanować siłę przyrody i nigdy nie tracić z oczu osobistego sprzętu podczas pracy w trudnych warunkach.













