Mój Microsoft Surface Book spojrzał śmierci w oczy i powiedział „nie dzisiaj”

Surface Book — projekt, który wyróżniał się na tle innych

W 2017 roku trafiłem w swoje ręce Surface Book II, żeby go przetestować. Jako fotograf nie byłem nim zachwycony, ale musiałem przyznać, że dla przeciętnego użytkownika spełniał całkiem sporo wymagań.

Jeśli mam wskazać cokolwiek, za co chwaliłem linię Surface — to był właśnie Book. Spośród wszystkich projektów, jakie Microsoft próbował przez lata, ten zapamiętałem najlepiej. Kluczowym elementem był zawias, który producent określał mianem „dynamicznego punktu obrotu". Podczas otwierania rozszerzał się, a przy zamykaniu kurczył. Wyglądał efektownie, ale co ważniejsze — działał naprawdę dobrze.

Laptop obsługiwał dwa tryby montowania ekranu: standardowy oraz odwrócony. W trybie standardowym wyglądał i zachowywał się jak klasyczny notebook. W trybie odwróconym można było złożyć go całkowicie, zachowując dostęp do ekranu — działał wtedy jak tablet.

Laptop przede wszystkim — nie tablet z klawiaturą

Surface Book zawsze był w pierwszej kolejności laptopem. Komputery z serii Surface były i w zasadzie nadal są reklamowane bardziej jako hybrydowe tablety z opcjonalną klawiaturą, lecz Book pozostawał urządzeniem w tradycyjnym stylu. Drugą rzeczą, która przypadła mi do gustu — i naprawdę tylko dwie rzeczy mnie w nim ujęły — była klawiatura. Pisanie na niej sprawiało prawdziwą przyjemność. Mechaniczne klawisze dawały satysfakcjonujące odczucia podczas naciskania, a w połączeniu z responsywnym gładzikom, korzystanie z Booka było po prostu przyjemne.

Przynajmniej dopóki nie poprosiłeś go o wykonanie czegokolwiek wymagającego. Do poważnej edycji zdjęć był zbyt słaby, a przy montażu wideo radził sobie fatalnie. Owszem, uruchamiał gry — The Sims był na nim grany — ale dobrym komputerem do grania to on nie był. Kolejna i ostatnia odsłona serii, Surface Book 3, nie rozwiązała tego podstawowego problemu, co ostatecznie przypieczętowało los całej linii.

Stosunek ceny do wydajności — główna bolączka

Największym problemem Surface Booka był według mnie właśnie ten dysonans. Za „dobry" egzemplarz trzeba było zapłacić ponad 3000 dolarów, a i tak nie był on specjalnie przydatny dla wymagających użytkowników. Jego idealnym odbiorcą jest moja żona — osoba, która korzysta z laptopa do codziennych, podstawowych zadań. Tak właśnie się stało, gdy zostawiłem go w salonie wiele lat temu. Dla większości ludzi taka cena byłaby jednak trudna do uzasadnienia.

To właśnie tłumaczy, dlaczego ona pokochała ten mały komputer przez całą ostatnią dekadę i dlaczego była zrozpaczona, gdy wydawało się, że zbliża się do końca swojej drogi.

Jestem zmęczony, szefie

W zeszły weekend, prawie dziewięć lat po opuszczeniu linii produkcyjnej, wyglądało na to, że jego czas dobiegnie wreszcie końca. Zsunął się z kanapy — po raz 824. jak się zdaje — i natychmiast zaczął szwankować. Jednostka klawiatury, choć wciąż połączona z ekranem, odmawiała komunikacji z modułem wyświetlacza, a wentylator pracował na pełnych obrotach.

„Miał dobre życie" — powiedziałem do żony. „Ale chyba czas się pożegnać."

Ciekawe artykuły:

Była zdruzgotana. Przez lata naprawdę przywiązała się do tego laptopa — nie dlatego, że był w czymś wyjątkowy, lecz dlatego, że był niezawodny. Dzisiaj jesteśmy szczęśliwi, jeśli elektronika służy nam cztery czy pięć lat. Ale prawie dekada? To rzadkość niespotykana. Przez cały ten czas lojalnie pełnił rolę urządzenia do przeglądania Pinteresta i zarządzania budżetem domowym. Ciężko było patrzeć, jak odchodzi.

Ekran wciąż działał, więc używając ekranu dotykowego, żona zdołała przenieść wszystko co ważne do chmury i przygotować laptopa na ostatni odpoczynek. Spojrzała na mnie i zapytała, czy naprawdę nie mogę już nic zrobić. Powiedziałem, że spróbuję jeszcze jednej rzeczy: prawdziwego, pełnego resetu.

Ponieważ klawiatura nie łączyła się z ekranem, nie miałem jak go normalnie wyłączyć. Jedyne wyjście to było położyć go na stole w jadalni i poczekać, aż bateria całkowicie się rozładuje. Wentylator wył przy tym wniebogłosy, więc myślałem, że nie będziemy czekać zbyt długo.

Obudź się, stary przyjacielu

Następnego ranka sprawdziłem laptopa i ku mojemu zdziwieniu wentylator nadal pracował. Jak na tyle starą baterię i komputer — byłem naprawdę zaskoczony. Dwie godziny później w końcu ucichł. Bez większej nadziei na sukces zabrałem starego, lojalnego towarzysza do mojego gabinetu, podłączyłem do ładowania i pozwoliłem mu w pełni się naładować.

Gdy następnego dnia go otworzyłem i przytrzymałem przycisk zasilania, ekran rozświetlił się do życia. Pojawił się ekran „wpisz swój PIN" i — jakby nigdy nic się nie stało — klawiatura działała perfekcyjnie.

Surface Book spojrzał śmierci w oczy i powiedział „nie dzisiaj".

Ten laptop nie zrobił na mnie żadnego wrażenia, kiedy po raz pierwszy go używałem ponad dekadę temu. Ale dziś, patrząc na niego gotowego wiernie służyć dalej, poczułem coś, czego się nie spodziewałem — falę ciepłych emocji.

Na kolejne dziewięć lat, mały przyjacielu.

Przewijanie do góry