Kiedy siedzenie na słupie było szczytem rozrywki
Czasem pojawiają się mody, których trudno wytłumaczyć rozsądkiem. Tak jak planking w 2011 roku, tak w latach 20. XX wieku prawdziwym fenomenem było siedzenie na słupach — osobliwy test wytrzymałości, podczas którego ludzie spędzali długie godziny na szczycie masztów flagowych.
Jak pokazują zachowane historyczne fotografie, ta rozrywka zdecydowanie nie była dla osób o słabych nerwach.
Człowiek, który zaczął całe szaleństwo
Za twórcę tego szaleństwa uważa się Alvina „Shipwrecka" Kelly'ego. W 1924 roku wspiął się na maszt flagowy i pozostał na nim przez 13 godzin i 13 minut — i to wystarczyło, by zapoczątkować ogólnokrajową modę.
Kelly szybko dostrzegł w tym interes. Zaczął przyjmować zlecenia na siedzenie na słupach, a fotografowie chętnie go uwieczniali — czytającego gazetę, myjącego zęby, swobodnie balanującego na wysokości kilkudziesięciu metrów nad ziemią.
Skąd przydomek „Shipwreck"?
Pochodzenie jego przydomku pozostaje niejasne. Kelly twierdził, że przeżył pięć katastrof morskich i dwie katastrofy lotnicze, wychodząc z każdej bez szwanku. Utrzymywał nawet, że ocalał z tonącego Titanica — co jednak historycy traktują z dużą dozą sceptycyzmu.
Rekord pobity po raz kolejny
Gdy inni naśladowcy zaczęli bić jego kolejne rekordy, Kelly postanowił odpowiedzieć z rozmachem. W 1929 roku w Atlantic City spędził na szczycie masztu flagowego nieprawdopodobne 49 dni.
Żeby przetrwać tak długo bez spadnięcia podczas snu, opracował sprytny system. Wkładał kciuki w specjalne otwory wywiercone w słupie — gdy zaczynał się kiwać przez sen, ból natychmiast go prostował, nie budząc przy tym ze snu.
Rywal Kelly'ego i inne legendy słupów
Największym konkurentem Kelly'ego był Richard „Dixie" Blandy. Podczas jednego ze swoich rekordowych siedzeń — trwającego aż 125 dni na wysokości 60 metrów — pochłonął 92 butelki whisky i wypalił po trzy paczki papierosów dziennie. Trudno to sobie wyobrazić, a jednak.
Ciekawe artykuły:
Na pole rekordów wchodzili również najmłodsi. Czternastoletni William Ruppert pobił rekord siedzenia wynoszący 23 dni w 1929 roku. Z kolei Avon Foreman ustanowił juniorski rekord, spędzając na słupie 10 dni.
Czy moda całkowicie zniknęła?
Krach na Wall Street w 1929 roku i następująca po nim Wielka Depresja skutecznie ostudził zapał do tego rodzaju ekstrawagancji. Gdy ludziom brakuje pieniędzy na chleb, trudno myśleć o siedzeniu na słupie dla zabawy.
Jednak moda ta co jakiś czas powracała. W 1946 roku pewna para zaprosiła fotoreporterów magazynu LIFE, by uwiecznili ich ślub — rzecz jasna, na szczycie słupa. Nowożeńcy wykazali się też przedsiębiorczością, sprzedając bilety 1700 widzom, którzy obserwowali ceremonię na szczycie 54-metrowego masztu.
John Roller i jego samochód marzeń
Niejaki John Roller postanowił posiedzieć na 12-metrowym słupie w Phoenixie przez 212 dni — i to dosłownie w kabinie forda fairlane'a 500 skyliner. Nagroda? Ten właśnie samochód. Żeby umilić sobie czas, napisał nawet piosenkę zatytułowaną Flagpole Rock.
„Czuję się jak żołnierz po wojnie" — powiedział Roller gazecie The Arizona Republic. „To za mną i nie mam ochoty przez to przechodzić ponownie. Nigdy w życiu nie pracowałem tak ciężko jak tam, na górze."
Siedzenie na słupach jako sport wyczynowy
Co ciekawe, moda ta nigdy nie osiągnęła już skali z lat 20., choć w latach 70. XX wieku nieoczekiwanie odżyła w Holandii. Tam siedzenie na słupach — znane jako Paalzitten — stało się prawdziwą dyscypliną sportową z oficjalnymi zawodami.
Trudno o bardziej zaskakujący przykład tego, jak absurdalne mody potrafią przeżywać drugie życie w zupełnie innym miejscu na świecie.
Źródło zdjęć: Domena publiczna













