Dlaczego tak wielu weterynarzy odbiera sobie życie: „Kiedy musimy uśpić zwierzę, ludzie często się na nas złoszczą”

Wymarzona praca, która często zamienia się w emocjonalną walkę

Wielu młodych ludzi decyduje się na weterynarię z wyobrażeniem, że przez cały dzień będą głaskać zwierzęta i ratować je z opresji. Nierzadko inspirują ich do tego romantyzowane seriale i media społecznościowe. Rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.

Pierwsze, co pojawia się w gabinecie, to zazwyczaj nie kwestia leczenia, ale pieniędzy. W przeciwieństwie do lekarzy zajmujących się ludźmi, opieki nie pokrywa ubezpieczenie. Weterynarz musi od samego początku rozmawiać z właścicielem o kosztach badań, operacji czy hospitalizacji.

Gdy właściciel dowiaduje się, że złamana noga psa lub tomografia komputerowa zębów królika kosztuje tysiące złotych, nastrój szybko się zmienia. Weterynarze opisują nieustanne balansowanie między tym, co jest medycznie możliwe, a tym, co właściciel jest gotów zapłacić.

Do tego dochodzi silna więź ze zwierzęciem. Dla wielu osób pies czy kot to najbliższy „członek rodziny", często jedyny stały towarzysz. Każda decyzja dotycząca leczenia lub zakończenia życia zwierzęcia niesie zatem ogromny ładunek emocjonalny – który często wyładowuje się na weterynarzu.

Depresja, wypalenie i liczby, które przerażają

Badania z Niemiec i innych krajów pokazują podobny obraz: weterynarze cierpią na objawy depresyjne znacznie częściej niż przeciętna populacja. Według jednego z większych badań u weterynarzy występują:

  • aktualne myśli samobójcze u około jednej piątej badanych
  • podwyższone ryzyko samobójstwa u około jednej trzeciej
  • klinicznie istotne objawy depresji u mniej więcej jednej czwartej weterynarzy

W normalnej populacji wartości te są kilkukrotnie niższe. Połączenie długich zmian, nocnych dyżurów, presji finansowej i emocjonalnie wymagających sytuacji tworzy wybuchowy koktajl.

Według doświadczonych weterynarzy ryzyko samobójstwa w ich zawodzie jest nawet sześciokrotnie wyższe niż średnia społeczna.

Kolejne zagrożenie stanowi łatwy dostęp do skutecznych leków. Weterynarze doskonale znają dawki, wiedzą, które preparaty zabijają szybko i bezgłośnie. W połączeniu z beznadzieją staje się to śmiertelną pułapką.

Gdy zwierzę jest „ważniejsze niż dziecko"

Weterynarze opisują, że właściciele chorych zwierząt często zachowują się tak, jakby chodziło o życie członka rodziny. Wielu przyznaje, że chorobę psa znoszą gorzej niż chorobę własnego dziecka.

Podczas pierwszej wizyty w gabinecie zazwyczaj na wszystko przystają – są w szoku, przeżywają strach i mają poczucie, że nie mogą niczego zaniedbać. Jednak gdy przychodzi czas na rachunek, atmosfera się zmienia.

Właściciele zaczynają kwestionować konieczność badań, a często także motywacje lekarza. W tle pojawia się przekonanie, że „kto kocha zwierzęta, powinien leczyć za darmo".

Na relacji ze zwierzęciem odcisnęła się również zmiana stylu życia. Ludzie żyją sami, pracują zdalnie, spędzają ze swoim pupillem niemal cały wolny czas. Utrata takiego zwierzęcia wywołuje bardzo silną żałobę – i często poszukuje się wtedy winnego. Bardzo często pada na weterynarza.

Eutanazja: dzień, w którym praca wraca do domu w głowie

Niewiele zawodów niesie ze sobą tak częste bezpośrednie doświadczenie ze śmiercią jak weterynaria. W niektórych tygodniach weterynarz nie uśpi żadnego zwierzęcia, innym razem przeprowadza kilka eutanazji w ciągu kilku dni.

Każdy przypadek ma swoją historię, często długą relację z klientem. U starszych osób pies bywa ostatnim towarzyszem. Weterynarz doskonale wie, że gdy uśpi psa, odbiera człowiekowi jedyny codzienny kontakt.

W gabinecie miesza się smutek właściciela, współczucie lekarza i bardzo często gniew. Gdy nadchodzi czas eutanazji, krewni często reagują atakiem: zwierzę zostało uśpione za wcześnie albo przeciwnie – za późno i niepotrzebnie cierpiało.

Dla młodych weterynarzy to szok. Na uczelni uczą ich wprawdzie technicznego wykonania zabiegu, ale rzadko mówi się o tym, jak wytrzymać histeryczny wybuch, płacz, wyrzuty czy nagrywanie całej sytuacji telefonem i udostępnianie w mediach społecznościowych.

Słowa bolą tak samo jak długie zmiany

Wystarczy kilka złych doświadczeń: agresywny właściciel, niesprawiedliwa negatywna recenzja w internecie, skarga na rzekomo „zbyt drogie" leczenie. Do tego kilka nocnych dyżurów, gdy lekarz wraca do domu po 14 godzinach na nogach.

Ciekawe artykuły:

Narasta zmęczenie, brakuje czasu na rodzinę i odpoczynek. Każdy nowy konflikt wygląda wtedy jak dowód, że praca nie ma sensu. Weterynarze opisują, że właśnie połączenie emocjonalnego obciążenia, mediów społecznościowych i presji na „doskonałą obsługę" czyni z nich łatwy cel dla frustracji.

Nie chodzi tylko o psy i koty: presja w terenie i na rzeźniach

Weterynarze nie pracują tylko w miejskich gabinetach. Ich pozycje znacznie się różnią:

  • praktycy w gabinetach dla małych zwierząt
  • lekarze dużych zwierząt na wsi
  • urzędowi lekarze weterynarii
  • weterynarze kontrolni na rzeźniach
  • specjaliści w badaniach i farmacji

Lekarze dużych zwierząt miewają nieprzerwną dostępność siedem dni w tygodniu. Porody krów o drugiej w nocy, wypadki z końmi, ostre kolki – wszystko spada na kilka osób w regionie.

Urzędowi weterynarze z kolei zajmują się znęcaniem nad zwierzętami, likwidacją hodowli przy wykryciu chorób zakaźnych czy zamykaniem obiektów w katastrofalnym stanie. Często muszą zarządzić ubój całkowicie zdrowych zwierząt, ponieważ wymagają tego przepisy dla ochrony zdrowia publicznego.

Tabu w zawodzie: gdy samobójstwo maskuje się jako wypadek

W wielu wiejskich społecznościach nie mówi się o problemach psychicznych weterynarza. Gdy ktoś tragicznie umiera, często słyszy się „wjechał w drzewo". Koledzy i sąsiedzi zazwyczaj jednak wiedzą, że była to desperacka decyzja, nie przypadek.

Otwartość na temat samobójstw wśród weterynarzy pozostaje słaba, poczucie wstydu i porażki przetrwa nawet w społeczności zawodowej.

Wysokie wykształcenie, prestiż zawodu i oczekiwania otoczenia wywierają presję na wyniki. Przyznanie się do zmęczenia, lęku czy depresji bywa trudne. Wielu obawia się, że straci klientelę lub pracę. Zamiast szybkiej pomocy pojawia się próba „zaciśnięcia zębów i wytrzymania", co tylko pogarsza stan psychiczny.

Pomoc dla weterynarzy: linie kryzysowe i koledzy w terenie

Niemieckie izby lekarsko-weterynaryjne zaczęły w ostatnich latach budować system wsparcia. Istnieją specjalistyczne linie kryzysowe dla weterynarzy i personelu weterynaryjnego, które działają anonimowo i bezpłatnie.

Przybywa również projektów, gdzie do kolegi w potrzebie fizycznie przyjeżdża inny weterynarz z dodatkowym szkoleniem psychologicznym. Zasada jest prosta: osoba w kryzysie nie musi od razu iść do psychiatry, może najpierw porozmawiać z kimś, kto zna środowisko gabinetów.

Co mogłoby ulżyć zawodowi

Specjaliści często wymieniają kilka kroków, które mogą poprawić sytuację:

  • większa świadomość społeczna o rzeczywistych kosztach opieki weterynaryjnej
  • częstsze korzystanie z ubezpieczeń zwierząt, które oddzielają emocje właściciela od natychmiastowej płatności
  • wsparcie mniejszych praktyk w zarządzaniu firmą i finansami
  • większa przestrzeń na naukę komunikacji z klientami już podczas studiów
  • systematyczne superwizje i możliwość dzielenia się trudnymi przypadkami w zespole

Długoterminowo może pomóc także zmiana spojrzenia społeczeństwa: weterynarz to nie „dobra wróżka dla zwierząt za darmo", ale lekarz, który prowadzi firmę, płaci pensje asystentkom, czynsz, sprzęt i własne kształcenie.

Rady dla studentów i młodych weterynarzy

Weterynaria należy do najtrudniejszych kierunków studiów. Wielu absolwentów ma za sobą lata, gdy mieli dziesiątki obowiązkowych godzin tygodniowo, mało wolnego czasu i dużą konkurencję. Właśnie dlatego psychologowie zalecają rozpoczęcie profilaktyki już podczas studiów.

Sprawdza się kilka zasad:

  • utrzymywanie hobby poza zawodem i kontaktu z ludźmi, którzy nie mają nic wspólnego ze zwierzętami
  • znalezienie mentora – starszego kolegi, do którego można bez wstydu zadzwonić, gdy coś się nie uda
  • liczenie się z tym, że początek kariery oznacza także szok rzeczywistością cen, skarg i administracji
  • nauka mówienia nie: nie da się przyjąć każdego klienta, każdego nocnego dyżuru, każdego „mógłby pan jeszcze szybko…"

Co może zrobić zwykły właściciel zwierzęcia

Temat zdrowia psychicznego weterynarzy nie pozostaje tylko w kręgach zawodowych. Każdy właściciel psa, kota czy innego pupila może przyczynić się do lepszych warunków dla ludzi, którzy się o jego zwierzę troszczą.

Pomaga na przykład:

  • przyjście do gabinetu przygotowanym: znajomość swojego limitu finansowego i głośne jego określenie
  • nieatakowanie lekarza z powodu ceny, ale pytanie o warianty leczenia
  • uświadomienie sobie, że gniew przy stracie zwierzęcia należy do żałoby i niekierowanie go na konkretną osobę
  • ewentualne niezadowolenie załatwianie osobiście, nie przez anonimową recenzję pełną emocji
  • rozważenie ubezpieczenia zwierzęcia, które zmniejszy stres związany z decyzją o drogim leczeniu

To zmniejsza presję na weterynarzy, którzy mogą się wtedy skoncentrować na tym, co przywiodło ich do zawodu: chęci pomocy zwierzętom najlepiej jak to możliwe, w realnych możliwościach medycznych i finansowych. Bez poczucia, że za każdą decyzję zapłacą własnym zdrowiem psychicznym.

Przewijanie do góry