Eksperci tłumaczą, dlaczego realistyczne oczekiwania wobec siebie są tak istotne

Dlaczego nierealistyczne wymagania powoli nas niszczą

W oczach zmęczenie, na ekranie Instagram pełen udanych życiorysów, egzotycznych podróży i zdjęć „przed i po". Przegląda je niemal jak obowiązkową lekturę, szukając błędu, który sama popełnia. „Powinnam…" – tym słowem zaczyna co drugą myśl, kiedy jest sama ze sobą. Powinnam więcej zarabiać, więcej ćwiczyć, więcej podróżować, częściej się uśmiechać. A przede wszystkim: być kimś odrobinę innym.

Psycholożka stawia przed nią szklankę wody i zadaje jedno proste pytanie: „Skąd pani wie, że to, czego od siebie oczekuje, jest realne?" Kobieta milknie na moment. Jakby po raz pierwszy usłyszała pytanie trafiające dokładnie tam, gdzie najbardziej boli. W gabinecie zapada cisza, która niemal dudni. W tej ciszy kryje się odpowiedź, której większość ludzi nigdy nie formułuje głośno.

Psychologowie są zgodni: nierealistyczne oczekiwania wobec siebie to cichy pożeracz energii, pewności siebie i radości życia. Nie wywołują natychmiastowego załamania, to nie zawał – to raczej powolne odkapywanie życiowych sił. Każdego dnia po trochu. Każde „powinnaś/powinieneś" oddala nas od tego, kim naprawdę jesteśmy, w stronę jakiejś wyretuszowanej wersji z reklamy czy cudzej opowieści.

Gdy nasz wewnętrzny świat wypełnia się wyobrażeniami, które nie pasują do naszego życia, ciała i możliwości, każdy dzień zaczyna przypominać małą porażkę. Nie przez to, co udaje nam się zrobić, ale przez to, co sobie zaplanowaliśmy na papierze. A papier jest bezlitosny. Nie uwzględnia kiepskiej nocy, choroby dziecka ani prostego faktu, że mamy tylko ludzkie siły. A te mają swoje granice.

Jak wyznaczać sobie cele, które cię nie pociągną na dno

Psychologowie często rozpoczynają od prostego ćwiczenia: dzielą kartkę na dwie części. W pierwszej człowiek ma zapisać, czego od siebie oczekuje. W drugiej – co jest dla niego realnie możliwe na obecnym etapie życia. Pierwszą połowę strony większość wypełnia szybko. Druga bywa podstępniejsza. Wymaga szczerrego spojrzenia na własne siły, czas, zdrowie, wiek, zobowiązania. To miejsce, gdzie pryskają liczne iluzje, ale rodzi się coś cenniejszego – szacunek do własnej rzeczywistości.

Eksperci radzą przełączyć zwrotnicę: zamiast „Chcę być najlepsza/najlepszy" spróbować „Chcę być o krok dalej niż miesiąc temu". Różnica w odczuciach jest ogromna. Drugie zdanie liczy się z zakrętami, z falami, z ludzką naturą. Uwzględnia też fakt, że czasem największym postępem jest samo wstanie z łóżka rano. I to również jest zmiana zasługująca na uznanie.

Jedna terapeutka z Brna opisuje klienta, który przyszedł z przekonaniem, że jest „leniwy i niezdolny". Pracował w IT, wstawał o piątej, żeby zdążyć na siłownię, pracował dziesięć godzin dziennie i wieczorem uczył się nowego języka programowania. Chciał być „topem w swojej branży przed trzydziestką". Po półtora roku skończył na antydepresantach i z głębokim wyczerpaniem.

Jego cel brzmiał na papierze motywująco. W rzeczywistości jednak ignorował fakt, że ciało potrzebuje regeneracji, relacje – czasu, a mózg – przerwy. Według czeskich badań nadmierna samokrytyczność i zawyżone wymagania wiążą się z wyższym poziomem lęków i wypalenia zawodowego. Liczby są suche, historie natomiast pełne wilgoci – łez, które ludzie wylewają nocami, gdy czują, że nigdy nie są wystarczająco dobrzy.

Specjaliści wyjaśniają, że nierealistyczne oczekiwania to nie tylko „przesadzone cele". To także drobiazgi: chęć bycia zawsze miłym, stale produktywnym, nie popełniania błędów, wypełniania każdego dnia „po brzegi". Mózg nie ma wtedy okazji doświadczyć prawdziwego sukcesu, ponieważ poprzeczka przesuwa się za każdym razem wyżej. Jakbyście biegli wyścig, w którym linia mety nieustannie się oddala.

Konkretne kroki, jak traktować siebie bardziej sprawiedliwie

Psychologowie zalecają rozpoczęcie od jednej drobnej, ale fundamentalnej umiejętności: przekładu wewnętrznego głosu. Kiedy w głowie słyszycie „Muszę każdego dnia dawać ze siebie sto procent", spróbujcie przeformułować to na: „Chciałbym/chciałabym przez większość dni działać dobrze – z tym, że czasem po prostu się nie uda". Ta językowa zmiana wydaje się niewielka, ale dla mózgu to różnica między batem a mapą drogową.

Ciekawe artykuły:

Drugi krok to tak zwany „test rzeczywistości". Gdy wyznaczacie sobie cel lub oczekiwanie, zadajcie pytanie: Ile czasu to realnie zabierze? Ile energii? Co już robię w życiu i z czego musiałbym/musiałabym ubyć? Jeśli odpowiedź brzmi „ze snu, od rodziny, z jedzenia", to sygnał ostrzegawczy. Realistyczne oczekiwanie musi mieć gdzie się zmieścić w waszym dniu, nie rozrywając go na kawałki.

Realistyczne oczekiwania nie oznaczają rezygnacji z marzeń. Oznaczają marzenie w taki sposób, by starczyło wam sił, żeby je naprawdę żyć – mówi kliniczna psycholożka Eva H., która pracuje z klientami doświadczającymi wypalenia i lęków.

  • Zacznijcie od mniejszego celu, niż podpowiada wam ego
  • Traktujcie błędy jako część planu, nie jako katastrofę
  • Regularnie dostosowujcie swoje oczekiwania do aktualnej sytuacji życiowej

Wielu ludzi wyznacza sobie oczekiwanie „już nigdy tego nie zepsuję", a gdy pojawia się pierwszy błąd, rozpada im się cały obraz siebie. Tę pułapkę specjaliści znają aż za dobrze. Prawda jest taka: nikt nie robi tego wszystkiego każdego dnia tak perfekcyjnie, jak pokazuje w mediach społecznościowych. Realistyczne oczekiwanie przewiduje, że czasem zawiesiemy. I liczy się z tym z góry – nie jako z tragedią, ale jako z normalną częścią drogi.

Praca z emocjami wokół porażki

Jeden terapeuta opisał mi prostą praktykę, którą wprowadza z klientami: tygodniową inwentaryzację oczekiwań. Pod koniec tygodnia człowiek siada i zapisuje trzy rzeczy: Czego od siebie chciałem/chciałam? Co faktycznie udało mi się zrobić? Co z tego było poza zasięgiem rzeczywistości? W ciągu kilku tygodni zaczyna się zmieniać perspektywa. Zamiast wiecznego „nie jestem wystarczająco dobry/dobra" pojawia się „aha, tutaj po prostu przesadziłem/przesadziłam" – a to jest o wiele bardziej znośne.

Wszyscy przeżywaliśmy ten moment, gdy czujemy się jak kompletni nieudacznicy, bo nie zrealizowaliśmy swojego „idealnego planu". Terapeuci uczą wtedy klientów mówić sobie: „To było za dużo. Następnym razem spróbuję mniej, ale regularniej". To zdanie nie neguje chęci rozwoju. Po prostu umieszcza ją w ludzkiej skali. A z ludzką skalą przychodzi ulga – poczucie, że nie musimy już grać superbohatera.

Praktyka ta pomaga też w radzeniu sobie z presją mediów społecznościowych. Eksperci zalecają świadome ograniczenie obserwowania kont, które wywołują w was poczucie niższości, i zastąpienie ich profilami pokazującymi także rzeczywistość, nie tylko efekt końcowy.

Realistyczne oczekiwania jako cicha rewolucja w głowie

Kiedy zaczniecie dostosowywać swoje oczekiwania tak, by harmonizowały z rzeczywistością, nie wybuchnie fajerwerk. Nie zmieni się wasz feed na Instagramie, szef nie podniesie od razu pensji i świat nie zacznie was automatycznie bardziej podziwiać. Zmieni się coś innego: wewnętrzny klimat. Ciśnienie w głowie stopniowo się obniża, wyrzuty pojawiają się rzadziej, oddech między wdechem a wydechem jest odrobinę dłuższy. I ta mała dodatkowa przestrzeń często decyduje o tym, czy wieczorem zasypiacie spokojnie, czy z głową pełną samopotępienia.

Realistyczne oczekiwania otwierają szczególny rodzaj wolności. Nie musicie już udowadniać swojej wartości każdej minuty dnia. Nie potrzebujecie „dowodu produktywności", żeby wasze życie miało sens. Bardziej patrycie na to, jak się czujecie, niż na to, jak wyglądacie w porównaniu z innymi. Może to brzmieć abstrakcyjnie, ale w momencie, gdy pozwolicie sobie być po ludzku niedoskonałymi, często rodzą się odważniejsze kroki – odejście z toksycznej pracy, powiedzenie nie, gdy coś wam nie odpowiada, lub spróbowanie nowego projektu bez strachu, że musi być od razu idealny.

Psychologowie podkreślają, że to przestrojenie nie jest jednorazowym projektem. To relacja z samym sobą, którą buduje się latami. Tak jak przyjaźń – wymaga cierpliwości, szczerości i odrobiny humoru, gdy coś się nie powiedzie. Gdy dzielicie się z kimś swoimi upadkami i odkrywasz, że on także to przeżywa, dzieje się coś ważnego: wymagania, które na siebie nawaliliście, zaczynają się łuszczyć jak stara farba. Pod spodem pojawia się człowiek, który ma swoje ograniczenia, ale także siłę.

Może właśnie dzisiaj jest dzień, kiedy możecie spojrzeć na swoją listę „Powinienem/powinnam…" i spróbować wykreślić jedną niesprawiedliwość wobec siebie. Tylko jedną. Przepisać ją w formie, którą da się unieść. A potem obserwować, co to z wami zrobi. Ten mały, cichy eksperyment może być początkiem innego rozdziału – nie tak fotogenicznego, ale o wiele bardziej prawdziwego. I być może to właśnie ta historia ma największą szansę, że przy niej wytrwacie długo.

Najczęściej zadawane pytania:

  • Jak rozpoznać, że mam wobec siebie zawyżone oczekiwania?
    Często czujecie się jak „porażka", nawet gdy obiektywnie robicie dużo, odczuwacie poczucie winy podczas odpoczynku i raczej dorzucacie sobie zadanie, niż cokolwiek odjąć.
  • Czy realistyczne oczekiwania to nie tylko wymówka dla lenistwa?
    Nie, jeśli obejmują stopniowy rozwój i konkretne kroki. Wymówka nic nie zmienia, realistyczny plan tak – tylko liczy się z ograniczeniami ciała i czasu.
  • Co jeśli mam wrażenie, że gdy odpuszczę, wszystko się rozpadnie?
    To powszechny lęk u osób, które długoterminowo funkcjonują „na wysokich obrotach". Często okazuje się, że świat się nie rozpada, znika tylko iluzja, że wszystko stoi na was.
  • Jak radzić sobie z presją mediów społecznościowych?
    Eksperci zalecają świadome ograniczenie obserwowania kont wywołujących poczucie niższości i zastąpienie ich profilami pokazującymi również rzeczywistość, nie tylko wynik.
  • Czy powinnam/powinienem zapisywać swoje cele, czy lepiej trzymać je w głowie?
    Zapisanie celów pomaga dostrzec, kiedy przesadzacie. Na papierze o wiele łatwiej wykryć, że chcecie w jeden dzień zrobić to, co normalnie zajęłoby tydzień.

Przewijanie do góry