Dlaczego niektórzy wolą ciszę od muzyki podczas pracy

Napięcie między dźwiękiem a ciszą w miejscu pracy

Większość osób ma na uszach duże słuchawki, playlist z muzyką do koncentracji, szum oceanu albo lo-fi beaty. Gdzieś pośrodku pomieszczenia jednak ktoś pracuje bez niczego – tylko ekran, klawiatura i kompletna cisza. Wygląda niemal dziwacznie, jakby nie pasował do współczesnego świata.

Czasami wystarczy, że ktoś włączy muzykę na głośniku, a ta cicha osoba zaczyna się denerwować. Myśli skaczą w różne strony, tekst nie układa się w całość, w tabelach pojawiają się błędy. Tymczasem wszędzie dookoła słyszymy porady: „Włącz sobie coś do słuchawek, będziesz bardziej produktywny".

Problem w tym, że dla części ludzi prawdą jest dokładne przeciwieństwo. Cisza działa na nich jak tlen.

To niewielkie napięcie między muzyką a ciszą kryje w sobie znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

Jak cisza wspiera określony typ umysłu

Niektórzy opisują muzykę w pracy niemal jak denerwujący baner reklamowy na stronie internetowej. Miga wszędzie, a ty próbujesz się skupić na czytaniu. Mózg nagle nie wie, czemu nadać priorytet: melodii, słowom w piosence czy myślom w głowie.

Z zewnątrz tego nie widać, ale w środku toczy się walka o uwagę.

Przy bardziej złożonych zadaniach – pisaniu tekstów, programowaniu, analizach – ta „bitwa" jeszcze się nasila. Muzyka ma swój rytm, twoje myśli również. Gdy się nie spotykają, powstaje chaos. Dla jednych przyjemny, dla innych paraliżujący.

Cisza natomiast tworzy pustą przestrzeń, w którą można włożyć jedną spójną myśl.

Wyobraź sobie introwertyka w biurze open space dzielonym z dziesięcioma innymi osobami. Każdy ma inny gust muzyczny, ktoś nuci pod nosem, ktoś stuka w stół w rytm utworu. Ta osoba pewnego dnia zdejmuje słuchawki i odkrywa, że w ciszy nagle pisze maile dwa razy szybciej.

To nie cud – po prostu inaczej ustawiony system nerwowy.

Co mówią badania o wrażliwości na bodźce

Liczne badania pokazują, że u osób o podwyższonej wrażliwości na bodźce (HSP – highly sensitive person) poziom stresu wzrasta już przy zwykłym hałasie w biurze. Muzyka, choć przyjemna, stanowi dla mózgu kolejną warstwę danych do przetworzenia.

W danych pojawiają się wtedy częstsze literówki, więcej powrotów do poprzednich zdań, zadania trwają dłużej. Cisza natomiast redukuje liczbę błędów, nawet jeśli wydaje się mniej „cool".

Psychologowie często mówią o tak zwanym obciążeniu poznawczym. Każdy z nas ma swój limit możliwości. Kiedy rozwiązujemy trudne zadanie, większość zasobów mózgu idzie właśnie tam.

Muzyka – szczególnie ta z tekstem – zabiera swoją część. Niektórzy mają wystarczająco dużo „miejsca w głowie" na obydwie czynności, inni nie.

Dlatego część osób w ciszy doświadcza uczucia, że ich myśli stają się wyraźniejsze. Mniej bodźców oznacza mniej decyzji o tym, gdzie kierować uwagę, co przekłada się na głębszą koncentrację.

Praktyczne sposoby na zapewnienie sobie ciszy

Wynegocjowanie ciszy w typowym biurze może brzmieć jak fantazja. Można jednak zacząć od małych kroków. Pierwszy sposób: okienka czasowe. Wybierz sobie na przykład dwie godziny dziennie, kiedy wyłączasz wszelką muzykę i powiadomienia, i z wyprzedzeniem informujesz o tym współpracowników.

„Teraz mam czas na głęboką pracę, jestem offline".

Druga możliwość to praca z otoczeniem. Dla niektórych nie jest konieczna absolutna cisza, wystarczy stonowany szum – na przykład kawiarnia, ale bez słuchawek. Paradoksalnie może to być mniej rozpraszające niż konkretny utwór z tekstem.

Ktoś znajduje spokojną salę konferencyjną, ktoś inny zaczyna spędzać część dnia w home office.

U osób, które kochają ciszę, pomaga również mały rytuał. Zamknięcie okna przeglądarki ze Spotify, położenie telefonu ekranem do dołu, postawienie szklanki wody na biurku i „zniknięcie" na 45 minut. Proste, ale skuteczne.

Eksperyment z tygodniem bez muzyki

Wiele osób myśli, że „bez muzyki się nie da", ponieważ są do niej przyzwyczajeni od lat. Kiedy jednak na kilka dni ją wyłączą, dzieje się coś ciekawego.

Pierwszego dnia głowa jest niespokojna, jakby czegoś jej brakowało. Trzeciego dnia zaczynają się drobne zmiany: szybciej się czyta, lepiej formułuje zdania.

Owa cicha osoba z open space być może zaczynała podobnie. Spróbowała tydzień pracować tylko w szumie klimatyzacji i stukotu klawiatur dookoła. Potem zauważyła, że nie musi już przełączać utworów i szukać „tego właściwego" do pracy.

Ubyło podejmowania decyzji. Po prostu usiadła i pracowała.

Statystyki z eksperymentów przeprowadzanych w niektórych firmach są interesujące: część pracowników zgłasza spadek stresu, lepszy sen i – paradoksalnie – lepszy nastrój. Nie dlatego, że przestali lubić muzykę, ale dlatego, że przestali używać jej jako tła do wszystkiego.

Wróciła do ich życia jako coś, co można naprawdę delektować się, a nie coś, co gra w tle non stop.

Ciekawe artykuły:

Logika stojąca za preferowaniem ciszy

Za tym wszystkim można znaleźć prostą logikę. Cisza nie jest pustką, lecz brakiem dodatkowego zadania dla mózgu. Słuchanie muzyki to aktywna czynność – nawet jeśli sobie tego nie uświadamiamy.

Mózg śledzi rytm, dostosowuje się do nastroju utworu, często wywołuje wspomnienia. Kiedy to wszystko znika, pozostaje przestrzeń dla jednej linii: pracy.

Dla analityków, księgowych, autorów tekstów czy studentów przygotowujących się do trudnych egzaminów ta jednowarstwowość często okazuje się cudowna. Koncentracja pogłębia się, czas płynie szybciej, zmęczenie jest inne – mniej nerwowe, bardziej „czyste".

I przede wszystkim: nie trzeba przełączać się między światem piosenki a światem zadania.

Bądźmy szczerzy: większość ludzi nigdy nie testuje ciszy dłużej niż kilka minut – natychmiast sięgają po telefon i włączają coś „w tle". Kiedy jednak damy głowie szansę przyzwyczajenia się, może się okazać, że właśnie cisza jest tym, czego w pracy długo nam brakowało.

Znalezienie własnego rytmu między ciszą a dźwiękiem

Jeśli kusisz się, żeby spróbować pracować w ciszy, warto podejść do tego nieco świadomie. Jedna konkretna metoda: podzielić sobie dzień na „bloki dźwięku" i „bloki ciszy".

Rano, kiedy mózg jest świeży, przeznaczyć 60-90 minut całkowitej ciszy na najtrudniejsze zadanie. Po południu, gdy energia spada, spokojnie włączyć delikatną muzykę do rutynowych czynności.

Pomaga też eksperymentowanie z rodzajem dźwięku. Dla kogoś lepszy jest absolutny spokój, dla innego biały szum, szum deszczu czy odległy gwar kawiarni.

Różnica polega na tym, że to nie są konkretne melodie ani teksty, które przyciągałyby uwagę. Tworzą jedynie dźwiękową „mgłę", w której łatwiej się oddycha.

Dziennik koncentracji jako narzędzie poznania siebie

Praktyczny trick: przez tydzień prowadzić krótki dziennik koncentracji. Przy każdym bloku pracy zanotować: muzyka tak/nie, jaki typ, a na koniec godziny ocenić w skali od 1 do 10, jak dobrze ci się pracowało.

Po kilku dniach zaczynają wyłaniać się wzorce, które mogą cię zaskoczyć.

Sporo osób czuje się winnych, kiedy wyłączają muzykę, szczególnie w kolektywie. Obawiają się, że będą wyglądać „dziwnie", „antymuzykalnie" lub mniej rozluźnieni. To całkiem ludzka reakcja.

W kulturze, gdzie dźwięk jest wszędzie – w sklepach, w komunikacji miejskiej, na toaletach w galeriach handlowych – dźwięk pustki brzmi niemal podejrzanie.

To uczucie, że „coś jest nie tak", jest normalne. Cisza odsłania również nasze wewnętrzne szumy: własne myśli, obawy, nieskończone listy rzeczy do zrobienia. Właśnie dlatego wielu używa muzyki w pracy jako tarczy. Nie chcą słuchać tej wewnętrznej „stacji".

Unikanie pułapki porównań

Częsty błąd to próba kopiowania innych. Kolega przysięga na metal w słuchawkach, więc ty też to próbujesz. Koleżanka nie może żyć bez lo-fi, więc jedziesz z lo-fi.

A kiedy ci to nie pasuje, zaczynasz mieć poczucie, że coś jest z tobą nie tak. Tymczasem być może jesteś po prostu osobą z tej grupy, która w ciszy naturalnie rozkwita.

„Cisza nie jest pusta. Jest pełna odpowiedzi" – mówi się w jednym popularnym cytacie krążącym po mediach społecznościowych. W kontekście pracy można by to sparafrazować: cisza jest pełna pomysłów, na które w hałasie po prostu nie ma miejsca.

Przydatne jest mieć kilka prostych zasad, do których można wracać, kiedy zaczynasz się gubić w tym poszukiwaniu:

  • nie musisz być ani „osobą muzyki", ani „osobą ciszy" – możesz być obojgiem w różnych momentach
  • cisza to narzędzie, nie ideologia – ma służyć tobie, a nie ty jej
  • nie jest konieczne wyjaśnianie wszystkim wokół, dlaczego nie chcesz muzyki podczas pracy
  • muzykę możesz zachować jako nagrodę po pracy, a nie jako kulisę w jej trakcie
  • jeśli cisza na początku zgrzyta, daj jej kilka dni – głowa przyzwyczaja się powoli

Wszyscy już przeżyliśmy ten moment, gdy nagle wyłączamy muzykę… i zdajemy sobie sprawę, jak bardzo byliśmy przesyceni dźwiękiem. W głowie nagle powstaje przestrzeń, gdzie można myśleć inaczej, może nawet spokojniej.

Ta przestrzeń może być dokładnie tym, czego potrzebujesz – nawet jeśli nigdy sobie tego nie przyznałeś.

Kluczowe różnice między pracą z muzyką a w ciszy

Dla większej jasności może pomóc spojrzenie na kilka kluczowych różnic między pracą z muzyką a w ciszy:

Kluczowy aspekt Szczegóły Znaczenie dla czytelnika
Wpływ na koncentrację Muzyka dodaje dodatkową warstwę bodźców, cisza ją usuwa Lepiej zrozumiesz, dlaczego czasem „nagle" pracuje ci się lepiej
Rodzaj zadania Kreatywne i wymagające zadania znoszą ciszę inaczej niż rutynowe czynności Możesz wybrać odpowiednie otoczenie według konkretnej pracy
Osobista wrażliwość Niektórzy ludzie są na dźwięk znacznie bardziej wrażliwi niż inni Przestaniesz się porównywać i zaczniesz poważnie traktować swoje własne ustawienia

Najczęściej zadawane pytania

  • Dlaczego muzyka w pracy tak mnie rozprasza, skoro poza tym ją uwielbiam? Ponieważ przy aktywnej pracy umysłowej mózg po prostu nie ma zdolności do dwóch intensywnych czynności naraz. Możesz kochać muzykę, ale jako tła do wymagających zadań twój układ nerwowy jej nie znosi.
  • Czy cisza zawsze jest lepsza od muzyki? Nie. Zależy to od rodzaju zadania i twojej osobowości. Do rutynowej pracy delikatna muzyka może pomóc, przy pisaniu skomplikowanego raportu cisza może okazać się zwycięska.
  • Co jeśli w całkowitej ciszy moja głowa pracuje jeszcze bardziej? To zdarza się często. Pomaga neutralny szum – deszcz, wentylator, gwar kawiarni – lub krótka przerwa oddechowa przed rozpoczęciem pracy. Głowa potrzebuje się „przestroić".
  • Ile czasu zajmuje przyzwyczajenie się do ciszy? U kogoś kilka godzin, u innych tydzień. Spróbuj dać sobie małe eksperymenty – choćby jeden cichy blok dziennie – i obserwuj, co się zmienia.
  • Mam prosić współpracowników o ciszę, czy po prostu nosić słuchawki z redukcją hałasu? Obie drogi są w porządku. Jeśli masz odwagę, krótka rozmowa o „cichych blokach" dla całego zespołu może przynieść korzyść wszystkim. Jeśli nie, słuchawki z ANC to sensowny kompromis.

Cisza jako osobiste odkrycie, nie trend

Cisza w pracy nie powinna być kolejnym modnym trendem, który musisz śledzić. To raczej zaproszenie do małego osobistego testu: co się stanie, gdy przynajmniej na chwilę wyłączysz ścieżkę dźwiękową, która towarzyszy ci przez cały dzień.

Być może odkryjesz, że jesteś spokojniejszy. Może pracujesz szybciej. Albo po prostu łatwiej ci się oddycha.

Ktoś to odkrycie przeżywa przy nocnym stoliku, gdy wszyscy śpią, a laptop cicho świeci. Ktoś inny przy kuchennym stole w sobotni poranek, gdy miasto dopiero się budzi.

W ciszy często wypływają pomysły, które w hałasie nie miały szansy się odezwać. A czasem wystarczy jeden taki pomysł, żeby całkowicie zmienić sposób, w jaki pracujesz każdego dnia.

Przewijanie do góry