Zapomniany rozdział z życia księcia Andrzeja
Andrew Mountbatten-Windsor, były książę uwikłany w skandal związany z Jeffreyem Epsteinem, ma za sobą zaskakujący epizod — wydał własny album fotograficzny i był opisywany jako ktoś, kto podchodził do fotografii z prawdziwą powagą.
Andrzej, któremu odebrano tytuły królewskie po ujawnieniu kolejnych szczegółów jego relacji z skazanym pedofilem Jeffreyem Epsteinem, pozostaje w cieniu od czasu swojego aresztowania w lutym pod zarzutem nadużycia władzy publicznej.
Jak narodziła się pasja do fotografii
Zanim dawny książę stał się postacią owianą skandalem, brat króla Karola III rozwinął autentyczne zainteresowanie fotografią i próbował łączyć tę pasję ze swoją rolą w rodzinie królewskiej. Zawodowy fotograf Gene Nocon pełnił funkcję jego asystenta technicznego i pomagał rozwijać to, co sam określał jako „instynktowne wyczucie estetyczne" Andrzeja.
Nocon podkreślał, że książę podchodził do fotografii niezwykle serio. Zachęcony przez wąskie grono bliskich osób, Andrzej zdecydował się w końcu podzielić swoją twórczością ze światem.
Album z 1995 roku — ambitna próba czy kosztowna wpadka?
W 1995 roku ukazała się książka zatytułowana Photographs: Andrew, Prince Duke of York. We wstępie autor opisał ją jako „mały wycinek autobiografii, utrwalający wspomnienia i wrażenia widziane moimi oczami i przez obiektyw aparatu."
„To książka napisana przeze mnie jako początkującego fotografa, a nie jako członka rodziny królewskiej" — zaznaczył Andrzej w swoim wstępie.
„Technicznie bardzo słabe" — recenzenci nie mieli litości
Album zawierał przede wszystkim czarno-białe zdjęcia, w tym portrety członków rodziny królewskiej. Przyjęcie przez krytyków było bezlitosne — Los Angeles Times określił publikację mianem „smutnej i żałosnej". Szczególną uwagę zwróciły dwa zdjęcia młodego księcia Harry'ego, wykonane podczas królewskiej podróży na pokładzie jachtu Britannia — jedno przedstawiało chłopca z wiadrem i łopatką, drugie — siedzącego na huśtawce.
Ciekawe artykuły:
Tim Hughes, ówczesny zastępca redaktora naczelnego British Journal of Photography, podsumował zdjęcia lakonicznie: „technicznie bardzo słabe."
Były szef działu obsługi klienta firmy Kodak nie pozostawił suchej nitki na fotografii Harry'ego na huśtawce, pisząc: „To absolutny chaos. Gdyby w ogóle można było usunąć dziecko z huśtawki, byłoby lepiej — lina przecina mu twarz. Zupełnie mi się to nie podoba."
Andrzej bronił swoich zdjęć
Jak donosi Mail Online, Andrzej odniósł się do krytyki podczas wywiadu udzielonego stacji ITN w Pałacu Buckingham, przyznając, że jego fotografie „nie były szczególnie błyskotliwe od strony technicznej." Jednocześnie narzekał, że publiczność źle odczytała jego zdjęcia Harry'ego, a oczekiwania wobec jego twórczości były po prostu zbyt wygórowane.
Były książę uważał, że krytycy niesprawiedliwie porównywali go z jego wujem — lordem Snowdonem, uznanym fotografem. Antony Armstrong-Jones, który przyjął tytuł lorda Snowdona, zaczynał karierę w 1952 roku jako fotograf towarzyski dla pisma Tatler. Po ślubie z siostrą królowej Elżbiety, księżniczką Małgorzatą, zasłynął z nieoficjalnych portretów rodziny królewskiej.
„Małe niemowlę — czego wszyscy oczekiwali? Portretu w stylu Snowdona? Nie jestem aż tak dobry" — powiedział Andrzej w tym wywiadzie.
Aresztowanie i powrót zapomnianego albumu
19 lutego Andrzej został zatrzymany pod zarzutem nadużycia władzy publicznej po tym, jak korespondencja w tzw. aktach Epsteina sugerowała, że mógł przekazywać poufne informacje handlowe. Po spędzeniu 11 godzin w areszcie został zwolniony w trakcie trwającego dochodzenia. Zaprzecza wszelkim zarzutom.
Odkrycie na nowo dawno zapomnianego albumu Andrzeja wywołało porównania do głośnej książki fotograficznej Brooklyna Beckhama What I See z 2017 roku. Twórczość fotograficzna Beckhama — powszechnie wyśmiewana, między innymi za kontrowersyjne zdjęcie słonia — niedawno gwałtownie wzrosła na wartości po głośnym konflikcie z rodziną. Nowe egzemplarze jego albumu pojawiały się w ofertach nawet za 400 dolarów.













