Tajemnicza turkusowa poświata na Oceanie Południowym okazuje się sygnałem klimatycznym, nie błędem

Niebieska plama, której tam nie powinno być

Od ponad dwudziestu lat satelity rejestrują coś niepokojącego nad Oceanem Południowym — intensywną, turkusową plamę w wodach, które powinny wyglądać na głęboko granatowe. Przez długi czas nikt nie potrafił wyjaśnić, co tak naprawdę się tam dzieje.

Ta zagadkowa poświata, zlokalizowana na południe od tzw. Wielkiego Pasa Kalcytowego w pobliżu Antarktydy, wprawiała badaczy klimatu w niemałe zakłopotanie. Dopiero najnowsze pomiary morskie ujawniły zaskakującą prawdę: za niezwykłym sygnałem świetlnym stoją nie glony wapienne, lecz ogromne chmury mikroorganizmów o szklanych pancerzach.

Tajemnica, która trwała dwie dekady

Na początku lat 2000. na zdjęciach satelitarnych Oceanu Południowego zaczęły pojawiać się wciąż te same zastanawiające piksele — intensywna turkusowa plama na wodach leżących daleko na południe od 60. równoleżnika, poniżej Wielkiego Pasa Kalcytowego. To strefa, gdzie obficie występują kokkolitofory, czyli mikroalgi pokryte płytkami z węglanu wapnia.

Kolor i jasność plamy sugerowały obecność ogromnych ilości właśnie tych wapiennych glonów. Problem w tym, że zgodnie z całą dostępną wiedzą naukową, glony te w ogóle nie powinny tam żyć. Woda jest tam często chłodniejsza niż 0 stopni Celsjusza i przez lata uchodziła za zbyt ekstremalną dla kokkolitoforów.

W ten sposób narodził się poważny problem naukowy. Satelity „widzą" jedynie kilka górnych metrów oceanu i na podstawie barwy wody szacują ilość oraz rodzaj obecnego planktonu. Jeśli ta barwa nie odpowiada rzeczywistości, błędne stają się również obliczenia dotyczące przepływu węgla.

Barwa wody oceanicznej to jeden z fundamentów modeli klimatycznych. Błąd w jej interpretacji przekłada się bezpośrednio na błąd w bilansie węglowym.

Naukowcy proponowali różne wyjaśnienia: drobne kryształki lodu, pył lodowcowy, nieznane gatunki glonów, pęcherzyki powietrza. Żadna z tych hipotez nie pasowała w pełni do zmierzonych sygnałów świetlnych. Przełomowe dowody przyniosła dopiero zakrojona na szeroką skalę ekspedycja na pokładzie statku badawczego R/V Roger Revelle.

Ekspedycja na jeden z najbardziej niedostępnych akwenów świata

W 2024 roku i na początku 2025 roku międzynarodowy zespół naukowców pod kierownictwem Laboratorium Bigelow dla Nauk Oceanicznych przepłynął przez Ocean Południowy wzdłuż 150. południka zachodniego. Trasa wiodła od wód subtropikalnych aż po zimny pas wód otaczających Antarktydę.

Badacze nie ograniczyli się do pomiaru barwy wody na powierzchni — pobierali próbki z całej kolumny wodnej aż do głębokości 100 metrów. Gromadzili dane dotyczące:

  • ilości światła odbitego przez wodę w różnych długościach fal
  • stężenia wapnia i krzemu w wodzie
  • dominujących gatunków planktonu na różnych szerokościach geograficznych
  • drobnych zmian w otoczeniu wirów oceanicznych (eddies)

Pod mikroskopem wyraźnie zarysowały się trzy odrębne strefy. W cieplejszych wodach dominowały dinoflagellaty, dalej na południe przejmowały pałeczkę kokkolitofory, a w najchłodniejszych rejonach masowo występowały okrzemki — mikroalgi o szklanych pancerzach.

Szczególnie w obrębie wirów oceanicznych, gdzie głęboka woda wznosi się ku powierzchni, naukowcy zaobserwowali wyraźne różnice na krótkich dystansach. W tych dynamicznych strukturach ku ich zaskoczeniu pojawiały się niewielkie populacje kokkolitoforów w lodowatych wodach — czego wcześniej nigdy nie potwierdzono.

Szklany pancerz jako niewidzialne lustro

Największe odkrycie ekspedycji okazało się zdumiewające: najintensywniejsza turkusowa poświata w południowej części oceanu nie pochodzi od wapiennych płytek kokkolitoforów, lecz od gigantycznych chmur okrzemek.

Okrzemki to mikroalgi wyposażone w pancerz z krzemionki — rodzaju naturalnego szkła. Ten pancerz, zwany frustulą, tworzy niezwykle skomplikowane struktury w mikroskali, które niezwykle skutecznie załamują i rozpraszają światło.

Do tej pory silne odbicie światła w oceanie przypisywano głównie materiałowi wapiennemu. Nowe pomiary dowodzą, że bardzo wysokie stężenia okrzemek bogatych w krzem mogą wywoływać niemal identyczny efekt optyczny jak płytki wapienne. Klucz tkwi w liczbach: do uzyskania takiego samego sygnału świetlnego jak chmura kokkolitoforów potrzeba wielokrotnie więcej frustul, jednak w tej strefie oceanu takie stężenia rzeczywiście się zdarzają.

Ciekawe artykuły:

Turkusowa poświata to w istocie ogromna chmura glonów w „szklanych pancerzach" — nie wapienne łuski, na których opierały się modele klimatyczne.

W efekcie satelity przez lata systematycznie zawyżały ilość planktonu wapiennego, zaniżając jednocześnie ilość planktonu krzemionkowego. Bezpośrednim skutkiem jest zniekształcony obraz tego, ile nieorganicznego węgla unosi się w wodzie i ile węgla szybko opada na głębiny.

Dlaczego ma to tak ogromne znaczenie dla klimatu

Fitoplankton stanowi fundament biologicznej „pompy węglowej" oceanu. Poprzez fotosyntezę mikroorganizmy te pochłaniają CO₂, a część tego gazu trafia w głębiny wraz z opadającymi cząsteczkami.

Typ planktonu Budowa pancerza Sposób transportu węgla
Kokkolitofory Węglan wapnia (wapień) Powolne opadanie lekkich płytek wapiennych, część rozpuszcza się po drodze
Okrzemki Dwutlenek krzemu (szklisty) Szybsze opadanie cięższych cząstek, efektywny transport węgla na głębokość

Jeśli dany region jest w rzeczywistości zdominowany przez okrzemki zamiast kokkolitoforów, pompa węglowa działa zupełnie inaczej niż zakłada wiele modeli. Więcej szklanych pancerzy oznacza zazwyczaj szybszy i bezpośredniejszy transport materii organicznej na głębokość, gdzie węgiel może pozostawać przez długi czas.

Ocean Południowy uchodzi za jeden z największych naturalnych filtrów CO₂ na Ziemi. Błędy w interpretacji optycznej danych z tego regionu wpływają na globalne szacunki obiegu węgla. Badanie wyraźnie wskazuje, że algorytmy satelitarne muszą lepiej rozróżniać sygnały świetlne krzemionki i wapienia.

Przerysowanie mapy planktonu oceanicznego

Poza rolą okrzemek ekspedycja przyniosła jeszcze jeden zaskakujący wynik: kokkolitofory rzeczywiście występują dalej na południe, niż dotychczas sądzono — choć w mniejszych ilościach. Wyraźna granica wyznaczana przez Wielki Pas Kalcytowy okazuje się znacznie mniej sztywna, niż zakładano.

Naukowcy podejrzewają, że kluczową rolę odgrywają tutaj wiry oceaniczne. Działają one jak taśmy transportowe, przenosząc społeczności planktonu ze stref umiarkowanych do zimniejszych wód. Małe populacje kokkolitoforów mogą w ten sposób przeżywać w warunkach, które do tej pory uchodziły za niemożliwe do zniesienia.

Ta zmiana w rozmieszczeniu gatunków ma konsekwencje dla modeli klimatycznych opisujących biogeografię planktonu. Jeśli gatunki okazują się bardziej elastyczne w wyborze siedliska, przyszłe zmiany prądów lub temperatury mogą wywoływać nieoczekiwane przesunięcia w składzie planktonu — a wraz z nimi zmiany efektywności pompy węglowej i tempa pochłaniania CO₂ przez oceany.

Dane satelitarne pod lupą: potrzebne nowe algorytmy

Badanie jasno pokazuje, że optyczne pomiary satelitarne nie mogą dłużej opierać się na prostym założeniu „turkus równa się glony wapienne". Aby dokładniej ocenić rolę oceanów w klimacie, algorytmy muszą rozpoznawać subtelne różnice w rozpraszaniu światła przez krzemionkę i wapień.

Wymaga to kampanii kalibracyjnych prowadzonych na morzu — dokładnie takich jak ta przeprowadzona z pokładu R/V Roger Revelle. Tylko poprzez zestawianie bezpośrednich próbek wody z danymi satelitarnymi można zbudować wiarygodne ramy odniesienia dla przyszłych misji kosmicznych.

Co te odkrycia oznaczają dla przyszłości?

Dla badaczy modelujących klimat wyniki te oznaczają dodatkową pracę. Wiele symulacji globalnego obiegu węgla opiera się na stałych założeniach dotyczących dominacji określonych gatunków planktonu w konkretnych regionach. Ta „mapa planktonu" okazuje się teraz znacznie bardziej dynamiczna, niż sądzono.

Ocean Południowy, trudny do badania ze względu na burze, lód i ciemności polarne, wymaga intensywniejszych, celowanych kampanii pomiarowych. Autonomiczne boje dryfujące, podwodne szybowce i czujniki optyczne mogą tu okazać się przełomowe. W połączeniu z ulepszonymi algorytmami satelitarnymi krok po kroku wyłoni się ostrzejszy obraz tego, jak oceany reagują na ocieplenie, zakwaszenie i zmieniające się wiatry.

Dla każdego, kto śledzi zagadnienia klimatyczne, ta historia niesie pewną ważną lekcję: za pozornie drobnym szczegółem — dziwnym kolorem na zdjęciu satelitarnym — kryje się cały system wzajemnie powiązanych procesów. Tajemnicza turkusowa plama okazuje się swoistym ostrzeżeniem: nie wolno lekceważyć złożoności planktonu i mikroorganizmów. To właśnie one decydują ostatecznie o tym, ile naszych emisji pozostaje w atmosferze, a ile znika w głębinach oceanu.

Kto z tą wiedzą spojrzy na inne akweny świata, może zadać sobie pytanie: czy istnieją kolejne regiony, gdzie okrzemki są mylone z glonami wapiennymi? I jak ten obraz zmieni się, gdy oceany będą dalej się ocieplać, a dopływ składników odżywczych zacznie się przesuwać? Te pytania będą wyznaczać kierunek badań morskich i satelitarnych przez najbliższe lata.

Przewijanie do góry