iPhone i rewolucja w fotografii mobilnej
Choć wielu fotografów pozostaje wiernych dedykowanym aparatom z najnowszymi funkcjami, iPhone od lat należy do najpopularniejszych urządzeń fotograficznych na świecie. Niemal co roku Apple chwali się lepszą jakością zdjęć w swoich kolejnych modelach — efektem połączenia coraz lepszego sprzętu i coraz bardziej zaawansowanego oprogramowania.
Popularny technologiczny twórca internetowy Marques Brownlee (MKBHD) opublikował niedawno dwa filmy pokazujące, jak bardzo jakość zdjęć wykonywanych podstawowym modelem iPhone'a zmieniła się na przestrzeni lat.
Od 2007 do 2025 roku: Najważniejsze kamery milowe iPhone'a
Choć telefony z aparatami istniały na długo przed premierą pierwszego iPhone'a w czerwcu 2007 roku, nie ulega wątpliwości, że pojawienie się smartfona Apple'a na zawsze odmieniło branżę fotograficzną. Posiadanie małego, poręcznego i łatwego w obsłudze aparatu w kieszeni zrewolucjonizowało podejście przeciętnego człowieka do fotografii.
Statystyki sprzedaży aparatów cyfrowych wyraźnie pokazują ogromną zmianę, jaką iPhone wywołał na rynku. Przeciętny użytkownik przestał potrzebować osobnego urządzenia do robienia zdjęć — wystarczył mu telefon.
Pierwsze lata: skromne początki
Wczesne modele iPhone'a były wprawdzie przełomowe, ale fotograficznie pozostawiały wiele do życzenia. Pierwszy iPhone dysponował zaledwie dwumegapikselowym tylnym aparatem o dość słabej jakości obrazu. Następny model — iPhone 3G — nie przyniósł żadnych zmian w tej kwestii.
Sytuacja zaczęła się poprawiać wraz z kolejnymi generacjami. iPhone 4 z 2010 roku podniósł liczbę megapikseli do pięciu, a iPhone 4S z 2011 roku — do ośmiu. Mimo to jakość zdjęć była co najwyżej przeciętna.
Jedno z ówczesnych recenzji sformułowało to dobitnie: „Postawiony naprzeciwko przyzwoitego kompaktu cyfrowego, iPhone 4 nie ma żadnych szans. Sensor BSI o przekątnej 1/3,2 cala może być jednym z najlepszych w ówczesnych smartfonach, ale jest po prostu zbyt mały, by konkurować z dedykowanymi aparatami. Obiektyw o ogniskowej 3,85 mm daje wyraźniejsze rezultaty, niż można by oczekiwać, ale w porównaniu z typowymi aparatami cyfrowymi pozostaje narzędziem bardzo podstawowym."
Przełomowe zmiany w kolejnych latach
Technologia nie stała w miejscu. iPhone 7 Plus z 2016 roku jako pierwszy model wyposażono w dwa tylne aparaty — główny 12-megapikselowy sensor Sony Exmor oraz teleobiektyw z dwukrotnym zbliżeniem optycznym.
Trzy lata później iPhone 11 Pro z 2019 roku wprowadził potrójny system kamer i zadebiutował z technologią przetwarzania obrazu Deep Fusion, która szybko stała się znakiem rozpoznawczym linii iPhone. Apple zrezygnował później z członu „Deep" w nazwie tej technologii, zachowując samo określenie Fusion.
Nowsze modele Pro, a zwłaszcza iPhone 17 Pro i Pro Max, plasują się dziś w absolutnej czołówce smartfonów dla fotografów — zarówno pod względem zdjęć, jak i nagrywania wideo.
Ciekawe artykuły:
Test: ten sam kadr przez 19 lat
Brownlee nie testował każdego modelu iPhone'a osobno. Skupił się wyłącznie na podstawowych wersjach każdej generacji — podejście to zapewniło uczciwe porównanie niemal dwóch dekad postępu, szczególnie że Apple nie wprowadził linii Pro aż do iPhone'a 11.
W świetle dziennym: różnice mniejsze, niż się wydaje
Pierwszy film, nakręcony w plenerze przy pełnym świetle dziennym, ujawnił wyraźne różnice w ostrości, rozpiętości tonalnej oraz dokładności ekspozycji i balansu bieli. Niemniej jednak każdy iPhone — nawet najstarszy — radził sobie z tym zadaniem całkiem przyzwoicie.
Wielu obserwatorów zwróciło uwagę, że po modelu iPhone 4S z 2011 roku zdjęcia wyglądają zadziwiająco podobnie. Jeden z komentujących napisał wprost: „Przez te wszystkie lata wymieniałem telefon na nowy, a tu się okazuje, że to bez sensu. A youtuberzy każdego roku przekonywali mnie, że to pokoleniowy skok."
Brownlee odpowiedział krótko: „Różnice tkwią w detalach." I dodał, że w filmie publikowanym w mediach społecznościowych te niuanse są naprawdę trudne do uchwycenia.
W słabym świetle: tu dopiero widać prawdziwy postęp
Dobrze oświetlona plenerowa scena to bułka z masłem nawet dla starszych smartfonów z małymi sensorami. Prawdziwy skok technologiczny ujawnia się dopiero w słabym oświetleniu.
Brownlee opublikował drugi film pokazujący identyczny test, lecz tym razem przeprowadzony w zaciemnionym pomieszczeniu. Rezultaty mówią same za siebie:
- Nawet iPhone 16 z 2024 roku wypadał wyraźnie gorzej niż iPhone 17.
- iPhone 14 zmagał się z zauważalnym szumem cyfrowym.
- iPhone 12 stosował agresywne i niezbyt udane przetwarzanie obrazu.
- Skądinąd świetny iPhone X wypadł po prostu źle.
- Najstarsze modele, które radziły sobie nieźle w dzień, w słabym świetle wypadały katastrofalnie.
Co tak naprawdę zmieniło się przez te lata?
Filmy Brownlee'ego dobrze ilustrują pewną prawidłowość: smartfony zawsze radziły sobie nieźle w łatwych warunkach. Pokoleniowe skoki widać dopiero wtedy, gdy warunki stają się trudniejsze. Większe i lepsze sensory, szybsze obiektywy, inteligentniejsze algorytmy przetwarzania obrazu oraz lepsza detekcja obiektów — to wszystko złożyło się na to, że iPhone z każdą generacją stawał się coraz bardziej wszechstronnym narzędziem fotograficznym.
Warto też pamiętać o czymś, czego testy Brownlee'ego nie obejmują — o ogromnych zmianach w samym doświadczeniu użytkownika. Wczesne aplikacje aparatu były bardzo proste. Dziś ekosystem fotografii mobilnej jest zupełnie inny: dostępne są zaawansowane aplikacje firm trzecich z pełną kontrolą manualną, obsługą formatu RAW i wieloma innymi funkcjami. Fotografowie zawodowi coraz częściej sięgają po iPhone'a przy realizacji poważnych projektów.
iPhone to też kluczowy element historii Apple jako firmy. W tym tygodniu Apple świętuje swoje 50-lecie istnienia, a trudno wskazać produkt, który miałby większe znaczenie dla sukcesu tej marki niż właśnie iPhone.













