Sesja fotograficzna Red Bulla w powietrzu łączy skoczków spadochronowych z Zorzą Polarną

Marzenie, które stało się rzeczywistością

Fotograf Michael Clark dokonał czegoś, co wielu uważało za niemożliwe — uwiecznił na zdjęciach skoczków w wingsuit z ekipy Red Bull Air Force szybujących pod rozświetlonym Zorzą Polarną niebem. To, co oglądamy w efekcie końcowym, wygląda jak kadr z innej planety.

Clark to nagradzany fotograf z ponad trzydziestoletnim doświadczeniem. Jego droga jest równie niecodzienna co jego prace — zanim sięgnął po aparat, ukończył fizykę na Uniwersytecie Teksańskim w Austin, marząc o karierze astronauty. Ta analityczna precyzja przenika każdy projekt, któremu się poświęca.

Skąd wziął się pomysł?

Inicjatorem projektu był Jeff Provenzano, członek Red Bull Air Force. Chciał uczcić swój ostatni stan z listy — Alaskę — spektakularnym skokiem pod Zorza Polarną. Zadzwonił do Clarka mniej więcej cztery lata temu, pytając, czy w ogóle dałoby się to sfotografować.

Do projektu dołączył również Jon DeVore, kapitan Red Bull Air Force i rdzenny Alaskanin, który pomógł ogarnąć całą logistykę skoku. Clark, czerpiąc z wcześniejszych doświadczeń z fotografowaniem zorzy i swojego naukowego zaplecza, opracował szczegółowy plan dokumentacji tego bezprecedensowego wyczynu.

„To był oryginalnie pomysł Jeffa Provenzano. Zadzwonił do mnie w związku z tym projektem mniej więcej cztery lata temu, żeby sprawdzić, czy w ogóle możliwe jest uchwycenie obrazów nocą pod zorzą. Potem zadzwonił do Jona DeVore'a, a po kilku dniach badań i sięgając po wcześniejsze doświadczenia z fotografowaniem zorzy w innych miejscach, opracowałem plan dokumentacji tego projektu i zabraliśmy się do jego realizacji" — mówi Clark.

Lata prób i niepowodzeń

Projekt wielokrotnie stawał w miejscu. Pogoda, wiatr i nieprzewidywalna zorza zmuszały zespół do odwoływania wypraw w ostatniej chwili. Mimo to wytrwałość ekipy i pasja Clarka do rozwiązywania problemów nie pozwoliły projektowi umrzeć.

Clark współpracuje z Red Bull jako fotograf freelancer od szesnastu lat. Doskonale odnajduje się w zadaniach łączących ryzyko, atletyzm i fotograficzną innowację — a ten projekt wymagał tego wszystkiego w najwyższym stopniu.

„Tym, co sprawia, że ta współpraca jest tak ekscytująca, jest fakt, że od samego początku była to grupa ludzi, którzy zebrali się razem, by rozwiązać wszelkie problemy logistyczne. A poza tym ta współpraca zaowocowała zestawem zdjęć, których wcześniej nie stworzył nikt, i udało nam się nawet przekroczyć moje własne założenia i oczekiwania" — wyjaśnia Clark.

Symfonia wyzwań technicznych

Fotografowanie skoczków w wingsuit na tle nocnego nieba to ogromne wyzwanie techniczne. Zorza wymaga długich ekspozycji — zazwyczaj od jednej do dwudziestu sekund — tymczasem skoczkowie przemieszczali się z prędkością około 190 km/h. Clark musiał zamrozić ich ruch, jednocześnie pozwalając barwom zorzy wybrzmieć w kadrze.

Zdjęcia powietrze-powietrze wykonywał Mike Brewer, który leciał z aparatem Nikon Z6 wyposażonym w obiektyw Nikkor 20mm f/1,8 oraz małą lampą błyskową SB-400 przymocowaną do kasku. Krótkotrwały błysk zamrażał ruch skoczków, podczas gdy długa ekspozycja uchwyciła zorzę powyżej nich.

Na ziemi Clark i fotograf Kien Quan używali aparatu Nikon Z8 z lampami stroboskopowymi zasilanymi z baterii. Fotografowali lądowania z efektem rozmycia ruchu, starannie synchronizując błyski z ekspozycjami trwającymi 1,3 sekundy — aby jednocześnie ukazać ruch i oświetlić sportowców.

Ciekawe artykuły:

„Czerwone diody LED okazały się najsłabiej świecącym kolorem, ale właśnie to sprawiło, że skoczkowie w wingsuit wyglądali jak lecący w ogniu pod zorzą. Nie wiedzieliśmy, że tak to będzie wyglądać, dopóki nie zobaczyliśmy zdjęć. To przerosło wszystko, co sobie wyobrażaliśmy" — mówi Clark.

Ekstremalny mróz dodał kolejną warstwę trudności. Na wysokości skoku temperatura sięgała minus 29°C, a chłód odczuwalny przy prędkości terminalnej przekraczał minus 73°C. Skoczkowie musieli mieć w kombinezonach oświetlenie LED, żeby się nawzajem widzieć i zachować bezpieczeństwo — co dodatkowo komplikowało długie ekspozycje. Dzięki eksperymentom i wspólnej pracy zespołowej ograniczenia te stały się twórczym atutem.

„To prawdziwa współpraca między fotografem a skoczkami. Połączenie mojego wkładu fotograficznego z ich umiejętnościami skokowym i ich własną fotograficzną intuicją. Razem, jako zespół, tworzymy coś dzikiego i wyjątkowego" — stwierdza Clark.

Współpraca w ekstremalnych warunkach

Sukces projektu zależał od wzajemnego zaufania i pracy zespołowej. Brewer, Provenzano i DeVore wnieśli do projektu umiejętności skokowe, opanowanie pod presją i wrodzone wyczucie kompozycji. Clark dostarczył strategii fotograficznej i wiedzy technicznej, kierując Brewerem w kwestii ustawienia i obsługi aparatu.

Fotografowie na ziemi uzupełniali całość o dodatkowe perspektywy — ujęcia lądowań z rozmyciem ruchu i precyzyjnym oświetleniem.

„Każdy uczył się od każdego, a to tylko wzbogaciło projekt. To był prawdziwy wysiłek zespołowy" — podkreśla Clark.

Chwila magii

Po latach planowania i niezliczonych zmiennych do opanowania kulminacja była krótka, ale niezwykła. Jeden skok przyniósł niemal wszystkie obrazy, o których marzyła ekipa. Połączenie światła zorzy, ruchu wingsuitu, poświaty LED i precyzyjnego wyczucia czasu dało efekty, które przerosły nawet wieloletnie oczekiwania Clarka.

„Przy tym jednym skoku wszystko idealnie się ułożyło — zorza, winsgsuity, rozmycie ruchu od diod LED — to było wszystko, czego chcieliśmy, i jeszcze więcej. Zobaczyć to po latach planowania było magiczne. Wszyscy odeszli z brzęczącym podekscytowaniem w głowie, i nadal to czuję nawet kilka dni później" — wspomina Clark.

Dla Clarka tego rodzaju projekty to nie tylko ćwiczenia techniczne. To szansa na przekraczanie granic i eksplorowanie nieznanych terytoriów fotografii. Podkreśla, że zobaczenie finalnych zdjęć przewyższających pierwotną koncepcję zdarza się wyjątkowo rzadko — nawet w trzydziestoletniej karierze. Ten projekt jednak do takich momentów należy.

„Tworzenie obrazów, które są niemal niemożliwe do zrealizowania, to właśnie to, co mnie napędza. Praca z zespołem nad stworzeniem czegoś zupełnie nowego w przestrzeni fotograficznej — właśnie po to robię to, co robię" — podsumowuje Clark.

Kredyty do zdjęć: Red Bull, Michael Clark, Mike Brewer

Przewijanie do góry