Zapomniane dziedzictwo systemu Four Thirds
Niemal każdy fotograf zna system Micro Four Thirds, ale co z oryginalnym Four Thirds? Ten format lustrzanek cyfrowych, opracowany przez Olympusa i Eastmana Kodaka na pięć lat przed Micro Four Thirds, miał krótki żywot — ostatecznie wyparły go bezlusterkowce. Gordon Laing postanowił przyjrzeć się pionierskiej lustrzance Four Thirds, czyli Olympusowi E-1, dokładnie 23 lata po jej debiucie rynkowym.
Olympus E-1 — aparat, który wyprzedził swoją epokę
W chwili premiery pod koniec 2003 roku Olympus E-1 był naprawdę przełomowym urządzeniem. Nie był może najwydajniejszą cyfrową lustrzanką na rynku, ale jako pierwszy cyfrowy SLR posiadał bagnet i format zaprojektowane wyłącznie z myślą o fotografii cyfrowej. Canon i Nikon, choć mocno zaangażowane w cyfrowe lustrzanki już w 2003 roku, nadal korzystały z bagnetów opracowanych oryginalnie dla aparatów na film.
Matryca w formacie Four Thirds mierzy około 18 × 13,5 milimetra. Dziś, w erze powszechnych aparatów pełnoklatkowych, to stosunkowo skromny rozmiar. Jednak w 2003 roku nie była ona znacząco mniejsza od powszechnie stosowanych matryc APS-C. Dla porównania — Canon EOS D30, zaprezentowany zaledwie kilka lat wcześniej, dysponował przetwornikiem CMOS o wymiarach 22,7 × 15,1 milimetra.
Kompaktowość jako priorytet
Mniejsza, dedykowana cyfrowo matryca pozwoliła Olympusowi stosować celowo zaprojektowane, bardziej zwarte obiektywy, które nie musiały pokrywać pełnoklatkowego kręgu obrazu typowego dla aparatów na film 35 mm. Canon i Nikon co prawda również tworzyli szkła przeznaczone specjalnie do aparatów APS-C, ale system Four Thirds od początku stawiał na relatywnie kompaktowe zestawy — zarówno body, jak i optykę.
Cena zakupu dziś kontra cena z premiery
Laing skompletował zestaw z Olympusem E-1 za zaledwie kilkaset dolarów — ułamek pierwotnej ceny przekraczającej 2000 dolarów, co w dzisiejszych realiach odpowiadałoby mniej więcej 4000 dolarów. Mimo że mówimy o 23-letnim używanym sprzęcie, tankowa wręcz jakość wykonania E-1 sprawia, że egzemplarze w bardzo dobrym stanie wciąż nie są rzadkością na rynku wtórnym.
Jak wypada 5-megapikselowa matryca po latach?
Pięciomegapikselowy przetwornik Four Thirds był konkurencyjny jak na swoje czasy, ale — jak zauważa Laing — dziś potrafi zdradzać swój wiek, szczególnie przy mocniejszym kadrowaniu zdjęć. Aparat bywa też bezradny w trudnych warunkach oświetleniowych, zwłaszcza przy słabym świetle.
Ciekawe artykuły:
Niemniej jednak, w odpowiednich rękach, ta zabytkowa cyfra wciąż potrafi zaskakiwać. Laing wyraźnie czerpał przyjemność z testowania E-1 i przyznał, że korzystanie z tego vintage'owego aparatu sprawiło mu autentyczną satysfakcję.
Najciekawsze modele krótkiego systemu
Mimo że Four Thirds był systemem krótkotrwałym, zdążył wydać kilka prawdziwych perełek. Laing szczególnie wyróżnia Olympusa E-400 z 2006 roku — ostatni model systemu wyposażony w matrycę CCD, a zarazem wyjątkowo kompaktową i lekką lustrzankę cyfrową. Do dziś cieszy się uznaniem wśród miłośników klasycznej fotografii cyfrowej.
Koniec systemu Four Thirds
System Four Thirds nie przetrwał długo. Po tym, jak Olympus i Panasonic ogłosili w 2008 roku nowy standard Micro Four Thirds, a pierwsze aparaty trafiły na rynek rok później, oryginalny format szybko odszedł w cień. W sumie powstało mniej niż 20 aparatów Four Thirds — głównie pod marką Olympus, choć swój udział miały również Panasonic i Leica.
Ostatnim modelem był Olympus E-5, zaprezentowany w 2010 roku. Oficjalne wycofanie obiektywów Four Thirds z oferty Olympusa nastąpiło jednak dopiero w 2017 roku — niemal dekadę po ogłoszeniu następcy systemu.
Podsumowanie
Olympus E-1 to fascynujący rozdział w historii fotografii cyfrowej. Był pierwszą lustrzanką zaprojektowaną od podstaw z myślą o cyfrze — bez kompromisów wynikających z dziedzictwa filmowego. Choć system Four Thirds nie zdołał podbić rynku, otworzył drogę dla kompaktowych, cyfrowych systemów wymiany obiektywów, które znamy dziś pod postacią Micro Four Thirds.













