Cisza tam, gdzie powinna być szczerość
Przypomnijcie sobie, co działo się rok temu, gdy Brutalista stał się celem ostrej krytyki za wykorzystanie sztucznej inteligencji do poprawienia węgierskiego akcentu Adriena Brody'ego. Dwa inne filmy nominowane do Oscara w 2025 roku również przyznały się do stosowania AI w celu ulepszenia mowy aktorów.
Ta kontrowersja i fala negatywnych reakcji prawdopodobnie kosztowały Brutalistę statuetkę za Najlepszy Film. Co prawda Brody odebrał Oscara dla Najlepszego Aktora, a produkcja zdobyła nagrodę za Najlepsze Zdjęcia, ale główna nagroda wymknęła się z rąk twórców.
„Wszyscy kłamią choć trochę"
Teraz jesteśmy rok dalej w tym nieodwracalnym pochodzie generatywnej sztucznej inteligencji. I co powiedziano o tej kontrowersyjnej technologii przy okazji Oscarów 2026? Według jednej z osób z branży — absolutnie nic.
„Z AI w Hollywood jest teraz tak: wszyscy trochę kłamią" — mówi Janice Min, była redaktor naczelna The Hollywood Reporter i dyrektor generalna Ankler Media. — „Studia kłamią co do skali jej wykorzystania."
Trudno się z tym nie zgodzić. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy AI w dziedzinie wideo poczyniła ogromne postępy. Produkcje filmowe z dużym prawdopodobieństwem korzystają z niej przy drobniejszych zadaniach w tle, a modele stały się już tak zaawansowane, że wykrycie ich śladów jest niemal niemożliwe.
Dlaczego Hollywood milczy?
Odpowiedź jest oczywista. Szczery wywiad udzielony przez montażystę Brutalisty rok temu faktycznie wykoleiło kampanię oscarową tego filmu. W tej sytuacji przyznanie się do używania technologii tak powszechnie nielubianej byłoby czystym szaleństwem ze strony tegorocznych nominowanych.
Ciekawe artykuły:
Powody niepopularności AI są dobrze znane: nieautoryzowane korzystanie ze zbiorowej twórczości ludzkości, niski próg wejścia, energochłonność technologii i wiele innych. Studia prowadzące w tym roku kampanie oscarowe niemal na pewno nakazały wszystkim zaangażowanym milczeć na temat jakiegokolwiek wykorzystania AI.
Kółka kręcą się jednak dalej
Mimo tej ciszy machina pracuje w tle. Ben Affleck, który wielokrotnie wypowiadał się rzeczowo o generatywnej AI, podobno właśnie sprzedał swoją firmę Interpositive platformie Netflix za 600 milionów dolarów. Interpositive to zestaw narzędzi AI umożliwiających filmowcom edycję materiału w postprodukcji — od oświetlenia po efekty wizualne.
Tak więc Hollywood ewidentnie korzysta z AI za zamkniętymi drzwiami, a szefowie studiów wolą, żeby opinia publiczna o tym nie wiedziała. W tegorocznym wyścigu oscarowym jest kilka naprawdę znakomitych produkcji. Trzy z nich — One Battle After Another, Sinners oraz Marty Supreme — nakręcono w przeważającej części na tradycyjnej taśmie filmowej.
Mimo to podejrzewam, że ja i wielu innych widzów nieświadomie oglądaliśmy filmy zawierające pewien poziom AI-magii działającej w tle.
Brudny wyścig i brak testów
Sytuacja trochę przypomina słynny „najbrudniejszy wyścig w historii" — bieg na 100 metrów podczas igrzysk olimpijskich w Seulu w 1988 roku. Zwycięzca, Ben Johnson, dwa dni po ustanowieniu błyskawicznego rekordu świata oblał test antydopingowy i został zdyskwalifikowany. Co więcej, ostatecznie sześciu z ośmiu finalistów tego biegu zostało w trakcie swoich karier powiązanych z naruszeniami przepisów antydopingowych.
Ów niesławny wyścig doprowadził do znacznie surowszych kontroli antydopingowych. Szkoda tylko, że nie możemy wprowadzić równie rygorystycznych „testów na AI" w Hollywood.













