Dokumentalny film upamiętnia dziedzictwo łyżwiarza i fotografa Roya Blakeya

Niezwykłe życie Roya Blakeya uwiecznione w dokumencie

Nieżyjący już fotograf Roy Blakey (1930–2024) przeżył wyjątkowo barwne życie, jakiego nie można porównać z niczyim innym. Zawodowy łyżwiarz figurowy, który przemierzył cały świat, a następnie stał się pionierem fotografii — jego historia i spuścizna zostały uwiecznione w nowym filmie dokumentalnym zatytułowanym „Uncle Roy". Reżyserką produkcji jest jego podopieczna i siostrzenica, nagradzana reżyserka, operator i fotografka Keri Pickett.

Jak Pickett poznała swojego wuja

Pickett nie znała wuja Roya aż do momentu, gdy jako dorosła kobieta przeprowadziła się do Nowego Jorku, by spełnić marzenie o zostaniu zawodową fotografką. Blakey był wówczas cenionym fotografem w tym mieście, najbardziej rozpoznawalnym dzięki aktom męskim i pracom komercyjnym. Oboje szybko stali się sobie bardzo bliscy.

Wiele lat później, gdy Blakey w ostatnich latach życia zmagał się z demencją, Pickett przejęła nad nim opiekę. To właśnie ona w końcu wzięła odpowiedzialność za udokumentowanie jego życia i dorobku, zanim odszedł na zawsze.

Od małomiasteczkowej Oklahomy do światowych scen łyżwiarskich

Blakey był urodzonym marzycielem. W latach 40. XX wieku, dorastając w niewielkim miasteczku Enid w stanie Oklahoma, obejrzał film z łyżwiarką figurową — trzykrotną mistrzynią olimpijską Sonją Henie. Był wtedy jeszcze dzieckiem, a jednak postanowił, że sam zostanie łyżwiarzem.

Problem polegał na tym, że w Enid nie było lodowiska. Blakey zadowolił się więc wrotkarstwem, a raz w tygodniu wsiadał w autobus do Wichita w stanie Kansas, żeby ćwiczyć jazdę na lodzie. Nie dał się zniechęcić. Wbrew woli rodziców postanowił zrezygnować ze studiów i w liście poinformował ich o swojej decyzji — chciał gonić swoje marzenia.

„Napisałem im w tym liście, jakie są moje marzenia. Był rok 1948. Kiedy przeczytałem ten list ponownie w latach 80., byłem zdumiony — wszystko, o czym pisałem, się spełniło. Trafiłem do showbiznesu, objechałem cały świat, zrobiłem wszystko, co sobie zaplanowałem, nie zdając sobie sprawy, że tak wcześnie wyznaczyłem sobie te cele" — mówił Blakey w 2005 roku.

Armia, łyżwy i przypadkowe odkrycie fotografii

Życie pokrzyżowało jednak jego plany — wkrótce po napisaniu owego listu Blakey został wcielony do armii Stanów Zjednoczonych. Gdy wypełnił swoje wojskowe obowiązki, mógł wreszcie zrealizować łyżwiarski sen.

„Powiem wam, byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie" — wspominał.

Ciekawe artykuły:

Podczas trasy z grupą łyżwiarską w Niemczech Blakey sięgnął po aparat fotograficzny, by uwieczniać portrety swoich kolegów. W Japonii kupił Nikona, który stał się jego ulubionym sprzętem na długie lata.

Narodziny fotografa — z łyżwiarni prosto do nowojorskiego studia

Z czasem Blakey zaczął odczuwać znużenie karierą łyżwiarską, która nie zapewniała mu odpowiednich zarobków. Postanowił zostać zawodowym fotografem. Myślał o Hollywood, ale ostatecznie trafił do Nowego Jorku, gdzie otworzył własne studio. Reszta to już historia.

„Nie wiedziałem zbyt wiele o technicznej stronie fotografii. Właściwie nadal nie wiem. Mój ojciec rozumiał działanie aparatu, ale ja nie. Za to potrafię zrobić zdjęcie, a on nie. Rozumiecie? To instynkt. I tym właśnie zajmuję się od tamtej pory — robię zdjęcia" — mówił Blakey ponad dwie dekady temu.

Dziedzictwo: fotografia i 44 tysiące eksponatów

Film „Uncle Roy" śledzi całe życie Blakeya — od łyżwiarstwa i podróży po kolekcjonerstwo i fotografię. Sztuka, teatr i widowisko zawsze były centrum jego egzystencji, niezależnie od tego, czy występował przed widzami na lodowiskach całego świata, czy tworzył przełomowe zdjęcia.

Blakey jest uznawany za jednego z ojców założycieli fotografii gejowskiej. Jednocześnie zgromadził największe na świecie archiwum pamiątek związanych z teatralnym łyżwiarstwem figurowym — zbiór liczący aż 44 000 eksponatów.

Minneapolis, wspólne studio i ostatnie lata

Gdy kryzys zdrowotny skłonił Pickett do przeprowadzki do Minneapolis, wuj Roy podążył za nią. Razem otworzyli tam wspólne studio fotograficzne. Pickett opisuje okres nakręcania dokumentu jako „piękne ostatnie lata" spędzone z ukochanym wujem.

Dla reżyserki film jest nie tylko hołdem złożonym Blakeyowi, lecz także opowieścią o odwadze w dążeniu do marzeń — nawet tych największych i pozornie niemożliwych do spełnienia.

Premiera na festiwalu w Salonikach

„Uncle Roy" miał swoją premierę na Festiwalu Filmów Dokumentalnych w Salonikach w Grecji. To odpowiednia scena dla historii człowieka, który całe życie patrzył na świat przez obiektyw — dosłownie i w przenośni.

Przewijanie do góry