Recenzja Google Pixel 10a: Wzornictwo i wykonanie
Czy Google w ogóle powinno było tworzyć Pixela 10a? To pytanie zadawałem sobie wielokrotnie podczas testowania tego telefonu, bo przez większość czasu nie potrafiłem wskazać, czym właściwie różni się od swojego poprzednika.
Według Google Pixel 10a to „prawdziwa okazja", ale trudno zrozumieć, co za tym stoi poza ceną wynoszącą 499 dolarów. Nazywanie tego telefonu „ulepszeniem" byłoby niemal komiczne — to raczej boczny kroczek niż krok naprzód, skupiony na drobnych korektach przy zachowaniu status quo we wszystkim, co znajduje się w środku.
Z perspektywy wzornictwa różnica między Pixelem 10a a Pixelem 9a praktycznie nie istnieje. Rozbieżności w wysokości, szerokości i grubości są tak minimalne, że zestawiając oba telefony obok siebie, ledwo je zauważysz. Co gorsza, te subtelne różnice — zwłaszcza w wysokości — mogą sprawić, że etui od Pixela 9a nie będzie dobrze pasować do 10a. Możesz spróbować, bo efekty bywają różne, ale w moim przypadku dopasowanie nie było wystarczająco dokładne.
Google co prawda spłaszczyło ramkę wokół modułu aparatu, by wyrównać ją z tylnym panelem, ale ogólna estetyka pozostaje identyczna. Dotyczy to również frontu — firma powróciła do tego samego wyświetlacza OLED o przekątnej 6,3 cala, tym razem chroniącego szkłem Gorilla Glass 7i. Ekran zachowuje częstotliwość odświeżania 120 Hz, a jego maksymalna jasność wzrosła do 3000 nitów, co nieco ułatwia odczytywanie treści w słonecznych warunkach. To zdecydowanie więcej niż 800 nitów (1200 nitów szczytowo) oferowanych przez iPhone'a 17e.
Profile kolorów ekranu — Adaptacyjny i Naturalny — zachowują ten sam podział co wcześniej. Tryb Naturalny pokrywa około 98% przestrzeni barw sRGB i 99,3% jej całkowitej objętości, podczas gdy Adaptacyjny bazuje na pokryciu DCI-P3. Może to wpływać na wygląd zdjęć, choć trzeba przyznać, że ocena jest w dużej mierze subiektywna.
Najbardziej zaskakującą decyzją jest pozostanie przy układzie Tensor G4 — tym samym, który napędza Pixela 9a. Pozostawia to niewiele miejsca na poprawę wydajności. Można by przypuszczać, że większość użytkowników serii Pixel A nie wyciąga maksimum z możliwości swojego telefonu, ale i tak jest to dziwna decyzja, skoro układ G5 trafił już do flagowych Pixeli 10, a Google wcześniej regularnie przenosiło najnowszy procesor do swoich modeli średniej klasy. Tym razem tak się nie stało.
Bateria 5100 mAh pozostaje taka sama, choć teraz obsługuje szybsze ładowanie przewodowe (30 W) i bezprzewodowe (10 W). Lepsza optymalizacja programowa pozwala też dłużej utrzymać naładowanie. Nigdy nie narzekałem na czas pracy baterii w telefonach serii Pixel A, ale Google twierdzi, że poprawa będzie zauważalna — i szczerze mówiąc, mają rację. Pixel 10a wytrzymuje co najmniej godzinę lub dwie dłużej na jednym ładowaniu niż jego poprzednik, a główną przyczyną jest właśnie optymalizacja oprogramowania.
Recenzja Google Pixel 10a: Aparat i funkcje programowe
Gdybym wyciągnął listę specyfikacji aparatu z Pixela 9a, pasowałaby do tego telefonu w dokładnie taki sam sposób. Główny aparat 48 Mpix (ekwiwalent 25 mm) jest ograniczony przez niewielki sensor Samsung GN8 Type 1/2.0, który zachowuje stosunkowo szeroką przysłonę f/1.7. To samo dotyczy ultraszerokokątnego obiektywu 13 Mpix (ekwiwalent 14 mm) z sensorem Sony IMX712, przysłoną f/2.2 i polem widzenia 120°. Co ciekawe, te same specyfikacje ultraszerokokątne sięgają aż Pixela 8a — i odnosi się to też do przedniego aparatu 13 Mpix (ekwiwalent 20 mm) z sensorem IMX712.
Całkowity brak zmian sprzętowych sprawia, że oprogramowanie pozostaje jedynym narzędziem do zaoferowania czegoś nowego poprzez funkcje oparte na sztucznej inteligencji. Poza tym jednak niewiele wskazuje na to, że faktycznie używasz Pixela 10a. Czujesz się jak z Pixelem 9a, tyle że z gwiazdką. Google zawsze polegało na obliczeniach programowych, ale stanie w miejscu nie powinno być kierunkiem, w którym zmierza ten telefon — zwłaszcza gdy w zasadzie nic tu nie zmienia. Bez obiektywu teleobiektywowego cyfrowy zoom nie poprawia się poza 2x. To właściwie cała historia: każdy tryb w aplikacji aparatu daje takie same rezultaty jak wcześniej.
Recenzja Google Pixel 10a: Sztuczna inteligencja pozostaje w centrum uwagi
Dwie funkcje oparte na AI trafiły z flagowych Pixeli 10 do modelu 10a: Camera Coach i Auto Best Take. Camera Coach to pomocne narzędzie dla tych, którzy chcą nauczyć się lepiej kadrować i komponować zdjęcia, ale doświadczeni fotografowie szybko poczują, że jej podstawowy charakter pasuje raczej do telefonu skierowanego do początkujących. Do działania wymaga połączenia z danymi lub Wi-Fi, ponieważ bazuje na Gemini AI.
Dziwi mnie fakt, że Google nie udostępniło tej funkcji w Pixelu 9a. Nie ma żadnych technicznych przeszkód — oba telefony mają identyczne podzespoły — a mimo to firma traktuje ją jako wyłączną cechę serii Pixel 10. Podobnie jest z Auto Best Take, choć starsze modele, takie jak seria Pixel 9 (w tym 9a), mają funkcję Best Take, będącą po prostu jej ręczną wersją.
Zestaw narzędzi do edycji AI od Google nadal budzi zazdrość w świecie smartfonów. Magic Eraser działa znakomicie, a Magic Editor to szersze narzędzie wykorzystujące generatywną AI do usuwania lub zastępowania osób i obiektów za pomocą polecenia tekstowego. Dostępny jest też Audio Magic Eraser, pozwalający eliminować niepożądane dźwięki z nagrań wideo.
Circle to Search pozostaje najlepszym rozwiązaniem do wyszukiwania czegokolwiek — wystarczy narysować okrąg wokół interesującego elementu. Google wycofało też Pixel Studio, swoją aplikację do generowania obrazów AI, rozkładając jej funkcje na inne narzędzia, przede wszystkim Gemini. Generowanie obrazów odbywa się teraz poprzez wpisanie lub wypowiedzenie polecenia bezpośrednio w aplikacji Gemini, co zbiegło się z aktualizacją Nano Banana 2.
Bezpłatni użytkownicy mają ograniczoną liczbę generacji i niższą rozdzielczość wyników w porównaniu z płatnym planem. Google niedawno uruchomiło AI Plus jako opcję pośrednią za 8 dolarów miesięcznie — tańszą alternatywę dla planu AI Pro za 20 dolarów miesięcznie — dającą dostęp do Gemini 3 Pro oraz narzędzia Veo 3 do tworzenia wideo z obrazu.
Ciekawe artykuły:
Recenzja Google Pixel 10a: Jakość zdjęć
Nie ma tu żadnej tajemnicy, bo wyniki są przewidywalne. Nawet gdyby Google twierdziło (czego nie robi), że oprogramowanie obliczeniowe wprowadza zauważalną różnicę, wizualnych dowodów na to nie ma. Zrób to samo zdjęcie, w tych samych warunkach, Pixelem 10a i Pixelem 9a — nie dostrzeżesz żadnej poprawy jakości między nimi.
Tym bardziej dezorientuje fakt, że Google wybrało mniejszy sensor obrazu do głównego aparatu w modelu 9a niż w jego poprzedniku — Pixelu 8a. Sądziłem, że 10a to okazja, by powrócić do czegoś większego, ale tak się nie stało. Nadal jesteś ograniczony do 12-megapikselowych zdjęć z pixel binningiem zarówno dla JPEG, jak i RAW, a istniejące ustawienia nie różnią się niczym od poprzednika.
Ponieważ nic się nie zmienia, zdjęcia zachowują tę samą naukę o kolorach i przetwarzanie HDR, dając przyzwoite obrazy w różnych sceneriach. Ujęcia przy dobrym oświetleniu wypadną lepiej niż nocne czy w słabym świetle, mimo że Google miało kiedyś doskonałą reputację w radzeniu sobie z trudnymi warunkami. Niestety oznacza to brak poprawy w eliminowaniu mętnych wyników przy słabym oświetleniu — znanych już z Pixela 9a. Dobre zdjęcia są jak najbardziej możliwe, ale w pewnych okolicznościach szybko napotykasz ograniczenia.
Jeszcze wyraźniej widać to w braku teleobiektywu. Chińskie marki regularnie dołączają go do porównywalnych telefonów średniej klasy, tymczasem Google liczy na to, że oprogramowanie wystarczy, by uzyskać akceptowalne wyniki poza hybrydowym zoomem 2x. Tyle że tak nie jest — wychodzenie poza ten zakres to po prostu głębsze cyfrowe kadrowanie z głównego sensora, z przewidywalnie kiepskimi efektami. Flagowe Pixele radzą sobie lepiej dzięki teleobiektywowi, który daje lepszy punkt wyjścia, ale bez tego elementu ograniczenia stają się oczywiste już w chwili, gdy zaczniesz przybliżać obraz.
Ogólna stagnacja jest jeszcze bardziej widoczna w przypadku ultraszerokokąta, który nie zmienił się od Pixela 8a. W wielu sytuacjach nie zawiedzie, ale też nie zachwyci. Podobnie jak w głównym aparacie, mamy tu klasyczne podejście Google: przetwarzanie utrzymuje ten sam zakres dynamiki, dzięki czemu zdjęcie jest dobre — bez przepalonych świateł ani niedoświetlonych cieni. Ale efekty są różne, a płaskie wyniki i ograniczenia zasobów stają się coraz bardziej widoczne, im dokładniej przyglądasz się każdemu ujęciu.
Recenzja Google Pixel 10a: Nagrywanie wideo
Wymowne jest to, że możliwości wideo są tak stagnacyjne, iż to, co oferuje ten telefon, jest niemal identyczne z Pixelem 7a — smartfonem z 2023 roku. Możesz nagrywać w rozdzielczości 4K lub 1080p przy 30 lub 60 klatkach na sekundę oboma obiektywami. Po dotknięciu ikony „?" w interfejsie aparatu pojawia się przegląd dostępnych funkcji wideo wraz z instrukcjami ich konfiguracji i użycia. To miły dodatek, którego brakowało w poprzednich modelach serii Pixel A — pomocna wskazówka dla użytkowników stawiających pierwsze kroki.
Recenzja Google Pixel 10a: Wystarczająco dobry? Może
Pixel 10a to telefon ze średniej półki, który dobrze wygląda dzięki cenie 499 dolarów i brakowi realnej konkurencji w tym segmencie cenowym. Rynki poza Ameryką Północną są pełne świetnych telefonów oferujących więcej za podobne pieniądze, ale mieszkańcy Kanady i Stanów Zjednoczonych mają do wyboru niewiele opcji. To właśnie brak konkurencji umożliwia istnienie takiego urządzenia. Po co zmieniać tańszy telefon, skoro nikt na tym samym rynku nie zmusza do tego?
Moim zdaniem Google zakłada, że użytkownicy bardziej interesują się funkcjami AI niż ulepszeniami aparatu, bo te pierwsze mają rekompensować brak kreatywności tych drugich. Być może badania rynku to potwierdzają, ale jestem przekonany, że firma myślałaby inaczej, gdyby zmusiła ją do tego konkurencja. Skoro marka Pixel kiedyś opierała się na fotografii, to nie przypadek, że Google od jakiegoś czasu wyraźnie się z niej wycofuje. Po prostu nie ma tu nic naprawdę ekscytującego w porównaniu z tym, co było wcześniej.
Czy istnieją alternatywy?
Dla osób szukających czegoś lepszego poza rynkiem północnoamerykańskim możliwości jest wiele. Vivo V70 oferuje doskonały zestaw aparatów z peryskopowym teleobiektywem. Nie tylko robi lepsze zdjęcia w szerszym zakresie zastosowań, ale pozwala też na wykonywanie zdjęć w pełnej rozdzielczości JPEG, fotografowanie dynamicznych scen i korzystanie z trybu Pro z pełną kontrolą manualną.
Oppo Reno15 Pro to jeden z lepszych telefonów, jakie testowałem w podobnym przedziale cenowym. Jego zestaw aparatów jest o lata świetlne przed tym, co oferuje Pixel 10a, bo skłania się bardziej ku klasie flagowej niż ku wyraźnie okrojonym funkcjom Google.
Nawet Nothing Phone (3a) Pro — mimo że ma już rok — warto rozważyć. Również posiada peryskopowy teleobiektyw i oprogramowanie, które łatwo polubić. Nothing właśnie ogłosiło model Nothing Phone (4a) Pro, celując w podobnie agresywny punkt cenowy.
Jeśli uda ci się znaleźć Xiaomi 15T w zbliżonej cenie — co jest dziś możliwe — to też znacznie mocniejszy aparat. Bogaty w funkcje i wyposażony w integrację z Leicą, to doskonały wybór, gdy zdjęcia i wideo są priorytetem.
Bliżej domu można spodziewać się, że Samsung wkrótce wyda Galaxy A57 jako swój model średniej klasy na 2026 rok. Jest też iPhone 17e, który wciąż ma tylko jeden tylny aparat — trudno go traktować jako poważnego konkurenta w tej kategorii. Hybrydowy zoom Apple'a jest gorszy od Google'owego nawet w najlepszych warunkach, więc jeśli jakość aparatu jest priorytetem, to nie jest iPhone, który to zapewni — zwłaszcza że kosztuje 100 dolarów więcej niż Pixel 10a.
Czy warto go kupić?
Nie — jeśli rozważasz upgrade z Pixela 9a lub nawet 8a. Jedynym powodem, dla którego mógłbyś się zastanowić nad zakupem, jest znaczenie funkcji AI dla ciebie. W przeciwnym razie nie licz na duże skoki wydajności ani jakości zdjęć. Google gwarantuje też te same siedem lat aktualizacji Androida i zabezpieczeń dla Pixela 10a, więc masz czas, jeśli wolisz poczekać na kolejny model.













