Próbował powstrzymać Adobe przed trenowaniem AI na jego bibliotece zdjęć – przegrał

Konflikt z korporacją

Założyciel archiwum fotograficznego Diversity Photos postanowił nagłośnić swój spór z Adobe po tym, jak firma bez jego zgody wykorzystała cenną i unikatową bibliotekę zdjęć do trenowania sztucznej inteligencji.

Gerald Carter ujawnił, że Adobe wciągnęło każde pojedyncze zdjęcie z Diversity Photos do swojego modelu AI o nazwie Firefly. Gdy zaprotestował, firma zaproponowała mu śmiesznie niską kwotę za wykorzystanie treści do celów treningowych. Carter odmówił. Adobe skorzystało ze swoich prawnych zasobów, skutecznie blokując jego odwołanie, a teraz próbuje wykorzystać wyrok arbitrażowy jako precedens w przyszłych sporach. Firma wysłała również komornika sądowego pod jego dom.

AI niszczy partnerstwo

Carter przez lata budował Diversity Photos — założył tę firmę, bo mniejszości etniczne były historycznie niedoreprezentowane w fotografii stockowej. Jak podkreśla, firma zainwestowała znaczne środki w pozyskiwanie prawdziwych, zwykłych ludzi oraz dopełniła wszelkich formalności związanych z udzielaniem zgód na wizerunek.

Po uruchomieniu w 2016 roku Diversity Photos rozwijało się dynamicznie i w 2018 roku nawiązało współpracę z Adobe w ramach umowy dla dostawców treści.

„Była to umowa o podziale przychodów" — wyjaśnia Carter. „My dostarczaliśmy treści, Adobe je dystrybuowało za pośrednictwem Adobe Stock, a obie strony czerpały z tego korzyści. Udzieliliśmy Adobe licencji na dystrybucję i promocję naszych prac wśród klientów końcowych dla obopólnej korzyści — dosłownie tak jest napisane w umowie."

Wszystko zmieniło się w marcu 2023 roku, gdy Adobe zaprezentowało model AI o nazwie Firefly — reklamowany jako generator obrazów na podstawie tekstu, który rzekomo nie korzystał z cudzej twórczości. Carter szybko zorientował się, że zdjęcia z Diversity Photos znalazły się w zbiorze danych treningowych Firefly. W czerwcu 2023 roku skontaktował się z Adobe, domagając się wykluczenia swoich zdjęć z datasetu i zawarcia osobnej umowy licencyjnej na potrzeby trenowania AI.

„Przez miesiące nie otrzymywałem żadnych konkretnych odpowiedzi" — mówi Carter. „Mówiono mi, że są 'oczekujące decyzje' i że mam być cierpliwy." W październiku 2023 roku Adobe poinformowało go, że umowa podpisana w 2018 roku daje firmie prawo do wykorzystania Diversity Photos jako danych treningowych dla AI, potwierdzając jednocześnie, że zbiór ten został użyty w co najmniej dwóch modelach — Adobe Sensei i Adobe Firefly.

Carter podkreśla, że wartość Diversity Photos wynika właśnie z rzadkości i jakości oferowanych treści. Każda firma technologiczna chcąca wykorzystać to archiwum do trenowania modeli AI musiałaby uiścić odpowiednią, wysoką opłatę licencyjną.

'Adobe robiło dokładnie odwrotność tego, co mówiło publicznie.'

„Gdy dowiedziałem się, że Adobe wciągnęło całą naszą bibliotekę do swojego systemu treningowego — bez pytania, bez osobnej licencji, bez żadnego wynagrodzenia — byłem zdruzgotany" — mówi Carter. „Nie użyli zaledwie kilku zdjęć. Pochłonęli nasze treści i zbudowali na nich produkty, które teraz bezpośrednio z nami konkurują. Adobe Firefly potrafi dziś generować dokładnie taki rodzaj różnorodnych obrazów, jaki my tworzyliśmy przez lata, inwestując ogromne zasoby. Wzięli naszą przewagę konkurencyjną i zamienili ją we własną funkcję produktu."

Carter przyznaje, że szczególnie bolało go to, gdy Adobe publicznie zapewniało, że szanuje prawa twórców, posiada stosowne zgody na dane treningowe i że dostawcy mogą z tego zrezygnować.

„Nic z tego nie było prawdą w naszym przypadku. Nikt nas nie pytał. Nie dano nam możliwości rezygnacji. Nie udostępniono nam opcji 'Nie trenuj'" — mówi Carter. „Adobe robiło dokładnie odwrotność tego, co mówiło publicznie."

Dowodem na to, jak poważnie Carter podchodzi do kwestii zgód i licencji, jest fakt, że w 2021 roku odesłał Shutterstockowi kwotę pięciocyfrową — firma chciała wykorzystać zdjęcia z Diversity Photos do trenowania własnego modelu AI, ale Carter odmówił przyjęcia tych pieniędzy.

„Nasze treści muszą być używane dla dobra i z korzyścią dla naszej społeczności" — wyjaśnia. „Wiele osób powierzyło nam swój wizerunek i swoje materiały — musimy walczyć w ich imieniu oraz w obronie praw twórców."

Arbitraż

Po tym, jak Adobe poinformowało Cartera o swoich rzekomo przysługujących mu prawach, firma zaproponowała mu 1 173,93 dolarów jako dodatkową premię.

„Nie odszkodowanie, nie opłatę licencyjną — premię" — mówi Carter. „Jakby wyświadczali mi przysługę. I wyraźnie dali do zrozumienia, że nie uważają, by umowa w ogóle do czegoś ich zobowiązywała."

„To za prawie 12 000 zdjęć wykorzystanych do trenowania modeli AI, które Adobe monetyzuje teraz poprzez subskrypcje" — kontynuuje. „Nie przyjąłem tej kwoty. Poprosiłem o jej usunięcie z mojego konta, bo nie chciałem, żeby ktokolwiek uznał, że zaakceptowaliśmy tę wycenę."

Diversity Photos udziela licencji na swoje zdjęcia zarówno do celów redakcyjnych i komercyjnych, jak i do oceny zbiorów danych pod kątem niepożądanych uprzedzeń w AI. Pojedyncza roczna licencja na takie zastosowanie może opiewać na setki tysięcy dolarów. Kwota 1 173,93 dolarów była dla Cartera wprost obraźliwa.

„To był wyraz fundamentalnego braku szacunku dla wartości tego, co stworzyliśmy, i dla społeczności, którą reprezentujemy" — mówi.

Adobe nie ustępowało. Telefony i e-maile pozostawały bez odpowiedzi. W styczniu 2024 roku prawnik Cartera wysłał do firmy formalne pismo z żądaniem. Adobe po raz kolejny powołało się na pierwotną umowę, twierdząc, że daje im prawo robić z archiwum Diversity Photos co tylko zechcą. W czerwcu 2024 roku Carter wraz ze swoim prawnikiem złożyli wniosek o arbitraż.

Carter twierdzi, że cały proces arbitrażowy był od początku do niego nastawiony negatywnie. Jest on kosztowny, a umowa podpisana z Adobe w 2018 roku zawierała klauzulę, zgodnie z którą Adobe miało pokryć koszty arbitrażu, jeśli Carter nie byłby w stanie tego zrobić. Nie był. Adobe podobno jednak odmówiło wywiązania się z tego zobowiązania, oferując jedynie pokrycie honorarium arbitrów za rozpatrzenie wniosku Adobe o oddalenie wszystkich roszczeń. Arbiter przystał na tę propozycję.

Ciekawe artykuły:

Adobe złożyło następnie wniosek o wydanie wyroku sumarycznego, który został w pełni uwzględniony — z wyjątkiem jednego z roszczeń Diversity Photos dotyczącego zaniedbania. Zarzut ten wskazywał, że Adobe umieściło archiwum Diversity Photos w sieci bez żadnych znaków wodnych ani informacji o zarządzaniu prawami autorskimi. W efekcie inne firmy zajmujące się AI — takie jak Midjourney, Stability AI czy Google — również mogły trenować swoje modele na tych zdjęciach bez jakiegokolwiek wynagrodzenia dla Cartera. Jednak nawet w tym ostatnim punkcie Carter nie wygrał.

„Strategia Adobe polegała na procesowaniu się na każdym etapie. Musieliśmy więc złożyć wniosek po raz drugi, żeby udowodnić, że nie stać nas na arbitraż i że warunki umowy z Adobe mówią, że firma zapłaci, jeśli nas na to nie stać" — wyjaśnia Carter.

„Ale samo rozpatrzenie tej kwestii przez arbitra kosztowało 24 000 dolarów. Musieliśmy zapłacić, żeby udowodnić, że nas nie stać na koszty. Nie mieliśmy wyboru — musieliśmy się wycofać. Mimo że chcieliśmy kontynuować dochodzenie ostatniego pozostałego roszczenia, nie mogliśmy tego zrobić, bo nie stać nas było na koszty. To było ekonomiczne wykluczenie z procesu prawnego."

Carter twierdzi, że Adobe użyło klauzul arbitrażowych z pierwotnej umowy jak broni. „Mała firma reprezentująca marginalizowane społeczności została faktycznie pozbawiona dostępu do sądu — a nawet do arbitrażu — bo nie było nas stać na opłacenie wstępu" — mówi.

Adobe podobno jasno dało do zrozumienia, że jeśli sędzia nakazałby firmie pokrycie kosztów prawnych Cartera, zrobiłaby to dopiero na końcu procesu — co oznaczało, że Carter musiałby wyłożyć pieniądze z góry.

Precedens

Adobe podjęło następnie kroki, by wyrok arbitrażowy został zatwierdzony przez sąd jako precedens w przyszłych sprawach. W listopadzie 2025 roku do domu Cartera zjawił się „wrogi" komornik z petycją Adobe o potwierdzenie wyroku arbitrażu kontraktowego.

„Wierzymy, że proces arbitrażowy był fundamentalnie wadliwy" — mówi Carter. „Arbiter odmówił zajęcia się kwestią kosztów, która zgodnie z umową powinna była zostać rozstrzygnięta przed rozpatrzeniem wniosku Adobe o oddalenie wszystkich roszczeń."

'To był wyraz fundamentalnego braku szacunku dla wartości tego, co stworzyliśmy, i dla społeczności, którą reprezentujemy.'

„Traktował nieudokumentowane twierdzenia Adobe jako ustalone fakty, choć nigdy nie wymieniono między stronami żadnych dokumentów."

Carter obawia się, że jego przypadek odbije się na innych twórcach, zwłaszcza że sędzia orzekł, iż „nie można udowodnić, że wyniki AI są odzwierciedleniem chronionych prawem autorskim utworów źródłowych".

„To nie ma nic wspólnego z naszymi roszczeniami, a mimo to sędzia orzekł w kwestii, która nie dotyczy naszej sprawy, lecz będzie przywoływana przeciwko twórcom przez kolejne dekady" — dodaje Carter. „Wnioskujemy do sądu o uchylenie wyroku na wielu podstawach przewidzianych przez kalifornijską ustawę o arbitrażu."

Ostrzeżenie dla twórców

Gdy Carter podpisywał umowę z Adobe w 2018 roku, generatywne modele AI jeszcze nie istniały.

„Umowa, którą podpisałem, dawała Adobe licencję na korzystanie z moich zdjęć w celu 'tworzenia nowych funkcji i usług [promujących moją twórczość]'" — mówi Carter.

Zakładał, że to sformułowanie dotyczyło ulepszania platformy Adobe. Firma miała jednak zupełnie inne zdanie.

„Argument Adobe? Słowo 'nowych' oznacza, że mogą robić wszystko, co nowe. Cokolwiek. Łącznie z czymś, co nie istniało w chwili podpisywania umowy. Łącznie z trenowaniem AI. Łącznie z budowaniem narzędzia, które bezpośrednio konkuruje z treściami, których im udzieliłem licencji" — mówi Carter.

Historia Cartera to przestroga dla wszystkich twórców podpisujących „standardowe, niepodlegające negocjacjom umowy kliknięcia". Słowo nowe, jak ostrzega, staje się w takich dokumentach czystym wekslem.

„Dlatego walczymy o uchylenie tego wyroku" — dodaje. „Nie tylko dla Diversity Photos, ale dlatego, że jeśli ta interpretacja się utrzyma, stworzy precedens niszczący prawa twórców na szeroką skalę. Żadna umowa z epoki sprzed AI nie powinna być interpretowana jako carte blanche dla trenowania sztucznej inteligencji. Twórcy, którzy podpisywali te umowy, nie mogli sobie wyobrazić takiego zastosowania — a platformy doskonale o tym wiedzą."

Ostatecznie AI uderzyło w biznes Cartera. Nazywa on wzrost generatywnej AI kryzysem na skalę całej branży dla twórców działających w niszowych segmentach rynku.

„Ironia polega na tym, że nasze treści są wartościowe właśnie dlatego, że są trudne do stworzenia — prawdziwi ludzie, prawdziwa różnorodność, prawdziwe zgody" — mówi.

„Generatywna AI grozi urynkowieniem tego wszystkiego. A firmy budujące te modele czerpią zyski z naszej pracy, nie płacąc nam nic w zamian."

Adobe nie odpowiedziało na prośbę o komentarz przed publikacją tego artykułu.

Przewijanie do góry