Pierwsze wrażenia z Sony XYN — wyświetlacz, który robi piorunujące wrażenie
Pod koniec targów CP+ w Jokohamie w Japonii miałem okazję spędzić trochę czasu z systemem Sony XYN. Stanąłem przed trzema imersyjnymi wyświetlaczami XYN i mogę powiedzieć jedno — to doświadczenie bardzo przypomina korzystanie z Apple Vision Pro, tyle że bez zakładania czegokolwiek na głowę.
Najlepiej opisać tę technologię jako połączenie podejścia rodem z urządzeń Looking Glass z wrażeniami, jakie daje Vision Pro. Wyświetlacze XYN wykorzystują kamerę do śledzenia ruchu i pozycji oczu użytkownika, a następnie za pomocą unikalnej technologii wyświetlania projektują różne warstwowe obrazy do każdego oka osobno — tworząc wyraźne poczucie głębi.
Głębia, która naprawdę działa
Jeśli pamiętacie pierwsze telewizory 3D albo efekt trójwymiaru w Nintendo 3DS — po chwili głowa zaczynała boleć. Oczy po prostu miały problem z przetworzeniem tego, co widziały. Z XYN nic takiego się nie wydarzyło. Głębia czuć się realna.
Kiedy podchodzi się do wyświetlacza XYN bez wcześniejszego ustawienia przed nim, obraz wygląda jak chaotyczna, rozmazana plątanina. Jednak gdy staniesz prosto przed ekranem i kamera zlokalizuje Twoje oczy, zdjęcie natychmiast staje się ostre — i nagle pojawia się głębia. Od tego momentu możesz poruszać się na boki, przykucać, pochylać się, żeby zajrzeć za obiekty i odkrywać nowe perspektywy sceny. System jest zaskakująco elastyczny, dopóki stoisz w jednym miejscu.
Dlaczego nie da się tego pokazać na zdjęciach
Niestety efekt głębi opiera się na tym, gdzie kamera wykrywa oczy konkretnego widza — dlatego nie da się go uchwycić na fotografii ani filmie. Podobnie jak w przypadku Vision Pro, gdzie musisz założyć gogle, żeby zrozumieć, o co chodzi — tutaj również jedyną drogą do prawdziwego zrozumienia jest osobiste doświadczenie. To prawdopodobnie największa bariera dla popularyzacji tej technologii, i dokładnie ten sam problem hamuje masowe przyjęcie się Vision Pro.
XYN to coś więcej niż tylko wyświetlacz
Warto się cofnąć i spojrzeć na szerszy kontekst. Sony XYN to nie tylko technologia wyświetlania — to kompletny ekosystem obejmujący cały proces, od rejestracji obrazu po jego prezentację. Koncepcyjnie najbliżej mu do Vision Pro i kamer iPhone'a od Apple, ale podczas gdy Apple opiera się na dwóch obiektywach naśladujących ludzkie oczy, Sony realizuje głębię za pomocą jednego aparatu i prowadzonego przez aplikację procesu rejestracji.
Imersyjne zdjęcia, które oglądaliśmy na CP+, zostały wykonane aparatami Sony Alpha. Firma pracuje jednocześnie nad technologią opartą na chmurze, która pozwoli każdemu — niezależnie od doświadczenia fotograficznego — generować wysokiej jakości trójwymiarowe zasoby dowolnych obiektów. Użytkownicy są prowadzeni krok po kroku przez aplikację XYN.
Fotorealistyczne odwzorowanie rzeczywistości
Dzięki autorskiej technologii Sony jest w stanie tworzyć fotorealistyczne reprodukcje przestrzeni i obiektów ze świata rzeczywistego w środowiskach XR. Jak podkreśla firma, przełomem jest możliwość wiernego odwzorowania nawet odblaskowych powierzchni i drobnych szczegółów, które dotychczas były niezwykle trudne do zreprodukowania.
Ciekawe artykuły:
XYN współpracuje też z mocopi — prostymi czujnikami do rejestracji ruchu od Sony, które mocuje się w zaledwie sześciu punktach na ciele. Otwiera to możliwość tworzenia w pełni imersyjnych, trójwymiarowych animacji ludzkiego ruchu oraz budowania awatarów 3D na podstawie danych z motion capture.
Nieruchome zdjęcia imersyjne — co wyróżnia XYN
Wracając do obrazów oglądanych na CP+ — były to nieruchome fotografie stworzone z zestawu zdjęć, nie z wideo. To kolejny dowód na wszechstronność podejścia Sony.
Jedną z najbardziej fascynujących cech Apple Vision Pro jest możliwość widzenia głębi na własnych zdjęciach. Apple osiąga to przez przechwytywanie map głębi i ekstrapolację tych danych za pomocą oprogramowania. Efekt jest świetny i pozwala dowolnemu zdjęciu stać się imersyjnym — ale ma swoje granice. Na Vision Pro możesz ledwo zerknąć za obiekty. W przypadku XYN głębia jest mniej więcej dwa razy większa i bardziej wciągająca.
Podczas oglądania przykładowych fotografii mogliśmy naprawdę poruszać głową i zaglądać za obiekty oraz wokół sceny w znacznie większym stopniu niż jest to możliwe wewnątrz Vision Pro. Ma to sens, bo zdjęcia były rejestrowane właśnie z myślą o generowaniu takich imersyjnych punktów widzenia. Minusem jest to, że tworzenie treści na XYN jest bardziej złożone, a zwykłe istniejące zdjęcie nie może stać się imersyjne w ten sam prosty sposób, jak to możliwe w Vision Pro.
Miejsce dla obu technologii
Vision Pro robi też pewne rzeczy lepiej niż XYN — na przykład wirtualne spotkania. Wszystko, co wymaga pełnego zanurzenia użytkownika w wirtualnym środowisku, lepiej sprawdzi się w goglach. Ale wszystko, co można zaprezentować na zwykłym wyświetlaczu, da użytkownikom znacznie większą swobodę fizyczną. Obie technologie mają swoje miejsce na rynku.
Co przyniesie przyszłość Sony XYN?
Na razie Sony rozwija ekosystem XYN wyłącznie we własnym zakresie, jednak przedstawiciele firmy przyznali, że rozważają możliwości współpracy z tym, co tworzy Apple. To interesująca perspektywa, bo Apple wyraźnie jest otwarte na partnerstwa z zewnętrznymi podmiotami — firma nawiązała już współpracę z Blackmagic i Canon w celu rozszerzenia możliwości swojej technologii.
Choć wciąż jesteśmy na wczesnym etapie rozwoju przestrzeni imersyjnej i Sony XYN pozostaje głównie prototypem, kierunek jest wyraźny. Z artystycznego punktu widzenia tworzenie galerii imersyjnych fotografii dla widzów brzmi jak pasjonujące wyzwanie twórcze. Z perspektywy biznesowej projektanci, architekci i inżynierowie mogliby korzystać z imersyjnych wyświetlaczy, by praca z trójwymiarowymi zasobami przypominała obcowanie z nimi w prawdziwym świecie.
Niezależnie od tego, co przyniesie przyszłość — Sony XYN to już teraz naprawdę ekscytująca technologia, którą warto było zobaczyć na własne oczy.













