Zbyt dobra okazja, żeby była prawdziwa
Jeśli regularnie przeglądasz oferty aparatów fotograficznych na eBay, z pewnością natknąłeś się kiedyś na ogłoszenie, które wyglądało podejrzanie atrakcyjnie — topowy sprzęt, nowiutki, błyszczący, w absurdalnie niskiej cenie, oferowany przez sprzedawcę z zerową historią transakcji. W imię dziennikarskiego śledztwa (i zwykłej ludzkiej ciekawości) postanowiłem celowo kupić jeden taki aparat, doskonale zdając sobie sprawę, że niemal na pewno padnę ofiarą oszustwa. I nie zawiodłem się.
Kim są sprzedawcy z zerowym feedbackiem?
Oferty zbyt piękne, by mogły być prawdziwe, wystawiają zazwyczaj sprzedawcy z oceną równą zero. Tacy użytkownicy należą przeważnie do jednej z dwóch grup: albo to zupełnie nowy sprzedawca stawiający pierwsze kroki na platformie, albo fałszywe konto założone przez oszusta wyłącznie w celu wyłudzenia pieniędzy od kupujących.
Większość doświadczonych użytkowników eBay wyczuwa tę pułapkę instynktownie — niektóre z tych ogłoszeń wiszą na platformie tygodniami, mimo kuszących cen. Czasem jednak widać, że ktoś się skusił. Czy taki kupujący padł ofiarą oszustwa? A może teraz spaceruje po malowniczej okolicy z nowym aparatem i szczerzy się pod nosem, bo udało mu się zdobyć sprzęt za ułamek ceny?
Hasselblad za grosze — oto moja ofiara
Niedawno na mojej liście obserwowanych pojawiła się oferta aparatu Hasselblad 907X Special Edition „On the Moon Since 1969" CFV II 50C — limitowanej edycji średnioformatowej lustrzanki cyfrowej — w kwocie, przy której trudno było nie mrugać ze zdumienia. Sprzedawca miał, rzecz jasna, zerową ocenę. Po kliknięciu w jego profil okazało się, że oprócz aparatu wystawia również parę poduszek i podaje lokalizację w New Jersey.
W imię dziennikarstwa śledczego zdecydowałem się sprawdzić, czy to oszustwo, czy prawdziwa okazja. Będąc w 99% przekonany, że mam do czynienia z naciągaczem, złożyłem niską, ale nie absurdalną ofertę cenową. Spokój dawała mi świadomość, że zakup objęty jest polityką gwarancji zwrotu pieniędzy eBay, która chroni zarówno kupujących, jak i sprzedających.
Oferta zaakceptowana — i zaczęło się dziać
Po 15 godzinach — ku mojemu niemałemu zaskoczeniu — oferta została przyjęta. Z konta PayPal znikły pieniądze, a na eBay pojawił się numer śledzenia przesyłki UPS. Co ciekawe, paczka nadana była z Karoliny Południowej, nie z New Jersey.
Co wydarzy się dalej? Czy paczka rzeczywiście pojawi się w systemie śledzenia UPS? Czy numer trackingowy to tylko atrapa, a fizyczna przesyłka nigdy nie trafiła do kuriera? A jeśli jednak coś jedzie w moim kierunku — czy to prawdziwy limitowany Hasselblad, skradziony egzemplarz, puste pudełko, a może coś zupełnie innego?
Pierwsze sygnały alarmowe
Podczas gdy czekałem na aktualizację informacji o przesyłce, podejrzany charakter całej transakcji zaczął stopniowo wychodzić na jaw. Kliknąłem w profil sprzedawcy i zobaczyłem komunikat: „Użytkownik nie jest już zarejestrowany." Szkoda — właśnie przymierzałem się do licytacji tych poduszek.
Następnie wszedłem na stronę wystawionego przedmiotu — i trafiłem na komunikat: „Szukaliśmy wszędzie. Wygląda na to, że ta strona zniknęła…" Ogłoszenie aparatu, który właśnie kupiłem, przepadło bez śladu. W normalnych warunkach na eBay to się po prostu nie zdarza.
Postanowiłem sprawdzić, czy oferta nadal pojawia się w wynikach wyszukiwania podobnych aparatów Hasselblad. Nie było jej tam. Za to natrafiłem na ogłoszenie tego samego modelu „On the Moon Since 1969" wystawionego przez sprzedawcę z Japonii — z identycznymi zdjęciami produktowymi, ponad 700 pozytywnymi ocenami i ceną odpowiadającą realiom rynkowym. Wszystko wskazywało na autentyczne ogłoszenie. Niedobrze — choć i tak nikogo to nie zaskoczyło.
Paczka „dostarczona" — której nigdy nie było
Tymczasem system śledzenia UPS informował, że paczka jest w drodze do mnie — a nawet, że zostanie dostarczona ekspresową przesyłką nocną. Następnego dnia strona UPS obwieściła dostawę przed południem.
Przez całe przedpołudnie siedziałem w zasięgu słuchu od drzwi wejściowych i miałem włączoną kamerę wykrywającą ruch przy frontowych drzwiach. 27 marca o godzinie 11:40 otrzymałem e-mail i powiadomienie push od eBay, że przesyłka została dostarczona o 11:08. Żadnego dzwonka, żadnego pukania, żaden czujnik ruchu nie zareagował. Otworzyłem drzwi — przed domem nie było nic.
UPS, zaginiony sprzedawca i eBay — trzy ślepe zaułki
Natychmiast zasiadłem do komputera, żeby zgłosić niedostarczenie towaru. eBay w pierwszej kolejności poprosił mnie o skontaktowanie się ze sprzedawcą. Jeśli sprawa nie zostanie rozwiązana, platforma miała się włączyć do jej wyjaśnienia.
Zadzwoniłem również do UPS, próbując zebrać jakiekolwiek informacje — sprawdzić, czy paczka trafiła pod zły adres albo czy błędnie oznaczono ją jako dostarczoną. Po rozmowie z automatycznym systemem w końcu udało mi się poprosić o oddzwonienie. Kilka minut później konsultant UPS potwierdził, że moje imię i nazwisko oraz adres nie zgadzają się z danymi odbiorcy wpisanymi dla tej przesyłki.
Ciekawe artykuły:
Kiedy poprosiłem o więcej szczegółów, usłyszałem, że UPS nie może ujawnić żadnych dodatkowych informacji, bo nie jestem w stanie podać prawidłowego imienia i adresu rzeczywistego odbiorcy. Zalecono mi kontakt z nadawcą. Ślepa uliczka. Z tego, co udało mi się ustalić, paczka została nadana z Karoliny Północnej ekspresową przesyłką nocną i dostarczona na nieznany adres w moim mieście — pod przykrywką zamówienia złożonego na eBay.
Formularz do nieistniejącego sprzedawcy
Wróciłem na eBay i wypełniłem formularz zgłoszeniowy dotyczący już-nieistniejącego sprzedawcy. Zastanawiałem się, dokąd trafi moja wiadomość — w próżnię? Na ekranie pojawiła się informacja, że sprzedawca ma trzy dni na odpowiedź, a dopiero potem mogę poprosić eBay o interwencję. Po ponownym wypełnieniu formularza system poinformował mnie: „Jeśli problem nie zostanie rozwiązany do 2 kwietnia, możesz poprosić nas o pomoc."
Tego samego dnia na eBay pojawił się identyczny aparat Hasselblad — tym razem od sprzedawcy z zerowym feedbackiem z Hamburga w Niemczech. Zdjęcia produktowe były dokładnie takie same jak przy ofercie, którą kupiłem, i przy tej nadal aktywnej z Japonii.
Udowodnij, że czegoś nie dostałeś
W obliczu ślepej uliczki w UPS, znikniętego sprzedawcy na eBay i wiadomości wysyłanych w próżnię zacząłem się niepokoić, czy odzyskanie pieniędzy będzie w ogóle możliwe.
Na różnych forach internetowych roi się od historii, w których eBay odmawiał honorowania swojej polityki gwarancji zwrotu, bo kupujący nie byli w stanie udowodnić, że przesyłka nie dotarła. Udowodnienie, że czegoś się nie otrzymało, to klasyczne „udowadnianie braku" — zadanie z natury trudne, a niekiedy wręcz niemożliwe.
Żeby wzmocnić swoją sprawę, zrobiłem zrzuty ekranu z dziennika dzwonka Ring, stron eBay, a także zadzwoniłem ponownie do UPS z prośbą o pisemne potwierdzenie, że paczka z danym numerem trackingowym trafiła pod inny adres. UPS odmówił.
Byłem już gotowy zaangażować lokalną policję, FBI Internet Crime Complaint Center oraz Interpol, gdyby sprawa nie została rozwiązana do 2 kwietnia.
Zaskakująco szybkie zakończenie
30 marca otrzymałem e-mail od eBay: „Sprzedawca poprosił dział obsługi klienta eBay o przejęcie sprawy i wydanie ostatecznej decyzji. Skontaktujemy się z Tobą w ciągu 48 godzin."
Siedemnaście minut później przyszła kolejna wiadomość: „Twoja sprawa dotycząca tego przedmiotu została rozwiązana. Niestety sprzedawca nie dostarczył ważnego dowodu dostawy. Przepraszamy za problemy z zakupem." W e-mailu poinformowano, że zwrot środków nastąpi w ciągu trzech do pięciu dni — i rzeczywiście pojawił się na koncie 2 kwietnia.
Rozwiązanie okazało się nieco rozczarowujące — przez chwilę wyobrażałem sobie, że osobiście rozkładam międzynarodowy syndykat oszustów działających na eBay. Mimo wszystko byłem ulżony, że odzyskałem pieniądze przy minimalnym nakładzie pracy.
Jak dokładnie działało to oszustwo?
Próby ustalenia, czy eBay faktycznie skontaktował się ze sprzedawcą, spełzły na niczym. Czy platforma rozwiązała sprawę na tej podstawie, że konto sprzedawcy przestało istnieć? A może dysponuje sposobem na kontakt z użytkownikiem nawet po usunięciu jego konta?
To oszustwo zostało zaplanowane wyjątkowo przebiegle — uderzało w najsłabsze ogniwa systemu zakupów online. W kilku momentach mogłem utknąć w martwym punkcie, bez możliwości dalszego działania, a oszust wyszedłby z tego bez szwanku. Miałem szczęście, bo ostatecznie nie straciłem ani złotówki. Ale jasno mówię: nie rób tego, co ja zrobiłem. Jeśli coś wzbudza twoje wątpliwości — nie ryzykuj.
Czego uczy ta historia?
Mam nadzieję, że opisując to, przez co przeszedłem, daję innym konkretny wgląd w mechanizm działania tego typu oszustów. To może pomóc kolejnym ofiarom podobnych schematów rozpoznać sytuację, odpowiednio zareagować i — przede wszystkim — odzyskać swoje pieniądze.
- Sprzedawcy z zerowym feedbackiem oferujący drogi sprzęt po śmiesznie niskich cenach to ogromna czerwona flaga.
- Oszuści tworzą fałszywe numery śledzenia i wysyłają paczki pod inne adresy, by symulować dostawę.
- UPS nie ujawni danych odbiorcy, jeśli nie jesteś właścicielem przesyłki — to poważna luka w systemie.
- eBay honoruje politykę gwarancji zwrotu, ale proces może być stresujący i niepewny.
- Dokumentuj wszystko: zrzuty ekranu, dzienniki aktywności kamer, korespondencję — to twoja jedyna broń w sporze.
Jeśli coś wygląda zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe — w zdecydowanej większości przypadków właśnie takie jest. Nie daj się skusić.












