Monografia, która zachwyca wzorem i pięknem świata przyrody
Nowa monografia fotografa Jona McCormacka zatytułowana „Patterns: Art of the Natural World" to wyjątkowy wizualny hołd złożony naturze — jej zawiłym strukturom i powtarzającym się wzorcom, od mikroskopijnych detali po rozległe, majestatyczne krajobrazy.
McCormack opowiedział o tym, jak książka wpisuje się w jego szerszą fotograficzną podróż — podróż, która zaczęła się od odziedziczonego aparatu filmowego gdzieś w surowym australijskim Outbacku, a zaprowadziła go jako wiodącego specjalistę ds. oprogramowania aparatu iPhone w Apple na wszystkie kontynenty świata.
Fotograficzne początki Jona McCormacka w Outbacku
„Dorastałem na farmie w Outbacku, w Queensland w Australii" — opowiada McCormack. „Hodowaliśmy owce i bydło. Nie mieliśmy stałego dostępu do prądu — ojciec wieczorami uruchamiał generator 32-woltowy, żeby można było oglądać mały, dwunastocalowy czarno-biały telewizor."
To właśnie wtedy w jego ręce trafił pierwszy aparat. Nie był to jednak sprzęt po ojcu — lecz po dziadku. Minolta 35mm Mark IV wyprodukowana w 1949 lub 1950 roku. „Wciąż ją mam" — dodaje fotograf.
Aparat wymagał ręcznego ustawiania absolutnie wszystkiego. McCormack nazywa go kamerą w stylu „rozgryź to sam" — i właśnie to zrobił. Najbliższe miejsce, gdzie można było wywołać film, znajdowało się dwie godziny jazdy stąd, więc zdjęcia widywał zaledwie kilka razy w roku.
Te ograniczenia okazały się jednak błogosławieństwem. McCormack prowadził szczegółowe notatki terenowe: szkicował główne elementy sceny, zapisywał odczyty światłomierza, prędkość migawki i swoje przemyślenia na temat każdego ujęcia.
„Kiedy w końcu odbierałem odbitki i negatywy, mogłem sprawdzić: 'Tak to sobie wyobrażałem — i zadziałało' albo 'Tak to sobie wyobrażałem — i kompletnie nie wyszło'." Ta wymagająca szkoła nauczyła go trójkąta ekspozycji i pomogła mu zrozumieć, jak naprawdę widzi świat.
Kiedy w latach 90. przeprowadził się do Bay Area, przeszedł na filmy odwracalne — „niemal wyłącznie Velvia" — i zderzył się z wyzwaniami związanymi z dynamiką tonalną tego medium. „Odchylenie o jedną trzecią stopnia ekspozycji to na Velvii naprawdę dużo" — przyznaje.
„To naprawdę wykształciło mnie technicznie. Nie chcę być tym starym facetem, który mówi, że każdy powinien przez to przejść — ale to pomaga" — śmieje się fotograf.
Niezależnie od tego, jak nowe pokolenia fotografów stawiają pierwsze kroki i jakiego sprzętu używają, McCormack jest głęboko przekonany, że choć koncepcja 10 000 godzin Malcolma Gladwella „to trochę wyświechtany slogan", kryje w sobie prawdę. Fotografowie muszą osiągnąć taki poziom kompetencji technicznych, by aspekt techniczny stał się odruchem. Dopiero wtedy prawdziwie rozkwita kreatywność i artyzm.
Interakcja ze sceną
Surowa szkoła terenowych notatek w australijskim buszu nauczyła McCormacka czegoś jeszcze — siły pre-wizualizacji.
„Dzisiejsze aparaty bezlusterkowe praktycznie pre-wizualizują za ciebie, a moja pokusa polega na tym, że za mało myślę o obrazie" — przyznaje. „Widzę coś i od razu jestem gotowy do działania."
Jednak kiedy jest „najbardziej twórczy i najlepszy", jego interakcja ze sceną trwa znacznie dłużej. Pyta siebie, co właściwie go w niej przyciąga i co sprawia, że jest wyjątkowa.
„To rodzaj redagowania i rozwarstwiania rzeczywistości, żeby odnaleźć ten jeden element — duży lub mały — który jest niepowtarzalny i mnie interesuje" — wyjaśnia McCormack. „Mówiąc słowami Georgii O'Keeffe: widzenie wymaga czasu."
„Mówiąc słowami Georgii O'Keeffe: widzenie wymaga czasu."
Nawet tak doświadczony fotograf jak McCormack wciąż się uczy. Pandemia COVID-19, mimo swojego dramatycznego charakteru, dała mu więcej czasu na eksplorację i pogłębione poznanie samego siebie.
„Zacząłem chodzić na pobliską plażę niemal każdego wieczoru — żeby wyjść z domu, bo nikogo tam nie było" — wspomina. „Fotografowałem bez żadnego konkretnego pomysłu."
W pewnym momencie McCormack zmierzył się z dylematem dobrze znanym fotografom spędzającym dużo czasu na łonie natury: „Ile zdjęć zachodu słońca można zrobić i wciąż chcieć je robić?"
„Niezbyt wiele" — odkrył.
Zaczął więc naprawdę zwalniać. Wracał w to samo miejsce, aż przestał odczuwać jakąkolwiek presję. Mógł eksperymentować bez obawy, że coś nie wyjdzie.
„Znajdowałem jedną kompozycję — bo kompozycje zmieniały się każdego dnia w zależności od światła, atmosfery, wysokości pływu, pory dnia, pory roku, kąta padania słońca. Ustawiałem tę kompozycję i stałem tam z wężykiem spustowym, obserwując fale. Szukałem elementu tekstury w fali albo tego, jak fala rozbija się o skałę."
„To naprawdę przypominało powrót do czasów filmowych — najważniejsze było z góry określić swój punkt widzenia na daną scenę, swój własny głos."
McCormack podaje przykład. Wyobraźmy sobie, że on i ktoś inny po raz pierwszy trafiają do Yosemite z aparatem w ręku. Większość ludzi zaczyna od klasycznych, popularnych ujęć — tego, co fotograf nazywa „drogowskazami Kodaka".
„Myślę, że to ważne na pewnym poziomie — i należy to zrobić jak najszybciej, żeby to z siebie wyrzucić." Kiedy te typowe kadry mamy już za sobą, zaczyna się poszukiwanie tego, co dane miejsce mówi „wyjątkowo do mnie".
„Tobie powie coś innego, mnie powie coś innego" — mówi McCormack. „Fotografia to po prostu wizualizacja twojego punktu widzenia. Zdjęcie mówi w zasadzie: 'Tak widzę świat — i pokazuję ci to'."
Ciekawe artykuły:
„…fotografia to po prostu wizualizacja twojego punktu widzenia."
Fotograf wzorów
McCormack odkrył — choć przyznaje, że zajęło mu to sporo czasu — że jest „fotografem wzorów". Jedni fotografują krajobrazy, inni dziką przyrodę, jeszcze inni określają się jako fotografowie natury w ogóle.
„Jestem fotografem wzorów. Szukam wzorów na każdym poziomie. W chwili, gdy powiedziałem to sobie na głos, pomyślałem: 'No oczywiście, że jestem'. Czym innym miałem być?"
„Jestem fotografem wzorów. Szukam wzorów na każdym poziomie."
McCormack uważa, że jego wizualny system i artystyczny duch działają w ten sposób częściowo dlatego, że jest daltonistą. Nie rozróżnia niektórych zachwycających barw, które widać w całej książce „Patterns" i pozostałej części jego portfolio.
„Kolor niekoniecznie jest moim pierwszym językiem" — mówi. Przy ślepocie barw czerwono-zielonej fotografa „cały ten schemat czerwonych kwiatów na zielonym drzewie jest dla mnie martwy".
Po odkryciu, że jest fotografem wzorów, wszystko w sposobie, w jaki zawsze postrzegał świat, nabrało nowego sensu. „Ujawniło się to w sposobie komponowania i edytowania zdjęć" — mówi.
Nawet kiedy McCormack uważał się za bardziej tradycyjnego fotografa krajobrazowego, działał inaczej niż wielu jego rówieśników.
„Obiektyw 200mm był jednym z moich podstawowych narzędzi. Wszyscy inni szaleli z 14mm, tym dziwnym kopulastym obiektywem Nikona. Ja brałem 100–400mm i byłem gotowy."
„Po prostu tak widzę świat — szukam rzeczy w izolacji, szukam tego, co sprawia, że krajobraz jest dla mnie wyjątkowo interesujący" — mówi McCormack.
Właściwe narzędzie do zadania
Na kartach „Patterns" znajdziemy zadziwiająco szeroki wachlarz tematów i technik: zbliżenia wzorów na dzikiej zebrze w Afryce, mikroskopowe obrazy okrzemek, pasma górskie w Arktyce, trawy morskie na Pacyfiku. To, co łączy wszystkie te zdjęcia — mimo ich pozornych różnic — to celebracja struktury i wzoru.
Do stworzenia zdjęć w „Patterns" McCormack użył szerokiego arsenału sprzętowego: mikroskopów, aparatów bezlusterkowych, aparatów średnioformatowych, a nawet iPhone'a, nad którym na co dzień pracuje. Mimo że wciąż ma swój pierwszy aparat, sprzęt pozostaje dla niego jedynie narzędziem.
„W tej książce wykorzystałem siedem lub osiem różnych aparatów" — mówi, a wybór każdego z nich wynikał z tego, który najlepiej rozwiązywał konkretne artystyczne i techniczne wyzwanie.
„Chodzi zasadniczo o to: 'Oto co chcę zrobić — czym najprostszym mogę to osiągnąć?'. Nie jestem typem fana sprzętu."
„Natura jest absolutnie niezwykła"
Zapytany o różnorodność obrazów w „Patterns", McCormack wyjaśnia, że chciał przede wszystkim pokazać, jak wyjątkowa i cenna jest nasza planeta.
Chciał też zaskoczyć odbiorców. Wiele zdjęć McCormacka świadomie pozbawia widza punktów odniesienia i poczucia skali. Trzeba naprawdę wpatrywać się w obraz, by zrozumieć, co się na nim znajduje — czy to coś mikroskopijnie małego, czy rozlegle olbrzymiego. Być może coś znajomego, a może coś, o czego istnieniu nie mieliśmy pojęcia. W każdym przypadku zdjęcia są nie tylko piękne, ale i inspirujące.
„Mamy tylko jedną szansę na tę rzecz" — mówi o Ziemi. Dla McCormacka, wieloletniego działacza na rzecz ochrony środowiska, ważne jest, by ludzie patrzyli na jego pracę i czuli miłość do natury. Dochody ze sprzedaży „Patterns" trafiają do organizacji Vital Impacts — fundacji non-profit założonej przez fotografów Ami Vitale i Eileen Mignoni w 2021 roku, która wspiera globalne działania na rzecz ochrony przyrody poprzez wizualne opowiadanie historii.
McCormack poznał Vitale w Himalajach w 2008 roku i od tamtej pory są bliskimi przyjaciółmi.
„Postrzegamy świat w ten sam sposób. Oboje jesteśmy irracjonalnymi optymistami i jesteśmy zdeterminowani, żeby to wcielać w życie."
Dla McCormacka nie ma alternatywy. Rozwiązanie największych kryzysów ekologicznych wymaga konkretnego działania, a dla niego oznacza to celebrowanie tego, co sprawia, że natura jest wyjątkowa i warta troski. Ten optymizm przenika całą jego najnowszą książkę.
„Moim celem jest, by ludzie patrzyli na naszą planetę jak na jajko Fabergé" — mówi McCormack. „Jest jedyna w swoim rodzaju. Krucha, misternie skonstruowana, piękna. Zasługuje na ochronę i troskę. Można się w niej zakochać."
„Początkiem zachwytu jest początkiem troski" — dodaje.
Książka „Patterns" jednoznacznie pokazuje, że McCormack kocha przyrodę i głęboko się o nią troszczy. Jej wyjątkowość polega na tym, że widzi ją w sposób niepowtarzalny — ukształtowany przez własne doświadczenia. Nikt nie przeżywa natury dokładnie tak samo. Żaden sposób nie jest lepszy ani gorszy od innego. Lektura książki McCormacka nie tylko wspaniale dzieli się jego unikalną perspektywą, ale z pewnością skłoni innych do tego, by sami wyruszyli na spotkanie z naturą — i może nawet spróbowali ją uchwycić.
„Początkiem zachwytu jest początkiem troski."
„Patterns", wydane przez Damiani Books, jest już dostępne w sprzedaży w cenie 50 dolarów i oficjalnie trafi na rynek w Dniu Ziemi, 26 kwietnia 2026 roku. Specjalna edycja z podpisaną limitowaną odbitką dostępna jest za pośrednictwem Vital Impacts w cenie 99 dolarów.
Źródło zdjęć: Fotografie autorstwa Jona McCormacka












