Wpadka z Sorą odzwierciedla dziecinną kulturę OpenAI

Sam Altman — wieczny nastolatek w świecie AI

Sam Altman zawsze wydawał mi się postacią osobliwą — pod wieloma względami zachowuje się jak nastolatek. Nawet jego bio na Twitterze brzmi: „AI jest fajne, chyba" — to zdanie pełne przekory i buńczuczności, jakby wyszło spod pióra zbuntowanego licealisty, a nie szefa jednej z najpotężniejszych firm technologicznych świata.

Sora, aplikacja do generowania wideo przy użyciu sztucznej inteligencji, którą Altman właśnie zamknął, pochłaniała 15 milionów dolarów dziennie, a mimo to zarobiła dla OpenAI zaledwie 1,4 miliona dolarów. Bardziej przypominała zabawkę dla dzieci niż poważny produkt komercyjny.

Co tak naprawdę oferowała Sora?

Za około 20 dolarów miesięcznie użytkownicy mogli wgrać swoje wizerunki do aplikacji i tworzyć filmiki — na przykład siebie i Myszki Miki kradnących towary z marketu budowlanego. Na początku była to nowinka, która bawiła. Pod koniec ubiegłego roku filmy sygnowane marką Sora — głównie przedstawiające koty dzwoniące do drzwi i kłócące się w restauracjach — dosłownie zalewały media społecznościowe.

Ale nowość szybko się znudziła. Od momentu premiery w październiku liczba pobrań spadła aż o 75 procent. Szczerze mówiąc, większość użytkowników po prostu o Sorze zapomniała.

Google gra w innej lidze

Zestawmy Sorę z Google Veo. Owszem, oba narzędzia produkują treści oparte na AI, jednak Google celuje w rynek profesjonalny — pozycjonuje swój produkt jako narzędzie, które montażyści wideo mogą realnie wykorzystać w płatnych zleceniach.

Tymczasem w OpenAI Sam Altman wgrał własny wizerunek do Sory, żeby użytkownicy mogli robić filmiki z nim w roli kota — miauczącego i kradnącego rysunki Hayao Miyazakiego w siedzibie Studio Ghibli. To mówi samo za siebie.

Ciekawe artykuły:

Czy AI wideo w ogóle ma sens biznesowy?

Upadek Sory rzuca poważny cień na przyszłość całego segmentu AI wideo. Skoro OpenAI paliło 15 milionów dolarów dziennie na utrzymanie Sory, Google prawdopodobnie wydaje podobne kwoty na swój generator wideo. Czy zarabiają cokolwiek zbliżonego do tych kosztów? Śmiem wątpić.

Istnieją co prawda pewne sukcesy w mediach społecznościowych — przykładem konto Chloe VS History, które ostatnio eksplodowało popularnością na Instagramie. Co ciekawe, twórca tego kanału ujawnił, że przerzucił się na Seedance 2.0 — narzędzie stworzone przez ByteDance, spółkę-matkę TikToka.

Ale czy kilka viralowych kont w mediach społecznościowych może naprawdę utrzymać kosztowne modele AI wideo? I jak długo Google oraz ByteDance będą podtrzymywać przy życiu swoje przynoszące straty usługi, zanim pójdą w ślady OpenAI?

Problemy OpenAI to nie tylko Sora

Wpadka z Sorą to daleko nie jedyny kłopot firmy. Claude Code od Anthropic skutecznie odbiera OpenAI klientów korzystających z Codexa. Nawet flagowy produkt firmy — ChatGPT — został niedawno odrzucony przez sieć Walmart, która próbowała zintegrować chatbota z procesem zakupowym swojego sklepu internetowego i poniosła porażkę.

Wewnętrznie Altman ogłosił prace nad nowym modelem AI o nazwie „Spud", który — jak podobno przekonuje swoich pracowników — jest „bardzo mocny" i „naprawdę przyspieszy gospodarkę". Niestety dla OpenAI, ścigającego się z czasem przed planowanym debiutem giełdowym, sama nazwa Spud brzmi co najmniej niepoważnie.

Zły omen dla całej branży AI

Jeśli segment AI wideo chwieje się w posadach, to niepokojący sygnał dla całej branży sztucznej inteligencji — tej samej, która uchodzi za jeden z filarów podtrzymujących amerykańską gospodarkę. AI miała być ekscytującą technologią przyszłości. Ale jeśli nikt nie potrafi znaleźć dla niej realnego zastosowania, skończy dokładnie tak samo jak Sora — cichą kapitulacją i zamknięciem serwera.

Przewijanie do góry