Nieoczekiwany debiut kinowy fotografa z Brisbane
Pewien fotograf nie kryje zachwytu, widząc swoje zdjęcia odległych obiektów kosmicznych wyświetlane na ekranach kin na całym świecie — podczas napisów końcowych filmu Project Hail Mary. To historia, która brzmi jak scenariusz science fiction sama w sobie.
Nowy blockbuster z Ryanem Goslingiem w roli dr. Rylanda Grace'a opowiada o astronaucie, który budzi się na pokładzie statku kosmicznego z amnezją i musi stopniowo odkryć, co tam robi. Kiedy film dobiegnie końca, w tle napisów końcowych rozbłyskują zapierające dech w piersiach zdjęcia odległych galaktyk autorstwa fotografa Roda Prazaresa.
Wiadomość, która zmieniła wszystko
„Wszystko zaczęło się od nieoczekiwanej wiadomości na Instagramie od pewnej firmy producenckiej z Los Angeles" — wspomina Prazeres. „Pracowali nad filmem science fiction i zapytali, czy byłbym otwarty na udzielenie licencji na część moich prac do jednej ze scen."
Fotograf z Brisbane w Australii zajmuje się astrofotografią od lipca 2023 roku. Po trzech latach rozwijania tej pasji, wiadomość prosto z Hollywood była dla niego czymś niewyobrażalnym.
„Pamiętam, że pomyślałem: to nie może być prawdziwe" — przyznaje Prazeres. „Przez wiele miesięcy nie mogłem nikomu o tym powiedzieć. Kiedy coś takiego jest jeszcze w toku, nie chce się mówić za wcześnie."
Jak zdjęcia trafiły do napisów końcowych?
Początkowo Prazeres sądził, że jego fotografie zostaną wykorzystane w zupełnie innej sekwencji. W trakcie produkcji potrzeby twórcze ekipy Project Hail Mary uległy jednak zmianie — i ostatecznie współpracował z zespołem odpowiedzialnym za montaż napisów końcowych.
„W pewnym momencie zapytali nawet, w jaki sposób robię te zdjęcia — to był moment, który sprawił, że wszystko nagle stało się bardzo realne" — mówi Prazeres. Podkreśla też, że w dobie powszechnego stosowania sztucznej inteligencji i CGI, decyzja producentów o sięgnięciu po autentyczny materiał miała dla niego szczególne znaczenie.
„Wiele znaczyło dla mnie to, że byli naprawdę podekscytowani możliwością wykorzystania prawdziwych danych astronomicznych i rzeczywistych struktur z nocnego nieba, zamiast generować coś od zera" — pisze Prazeres. „To było zwycięstwo nie tylko moje, ale całej społeczności astrofotografów."
Ciekawe artykuły:
Fotografie z własnego podwórka na wielkim ekranie
Większość zdjęć Prazeres wykonał z podwórka swojego domu w Brisbane. „To właśnie sprawia, że całe to doświadczenie wydaje mi się tak surrealistyczne" — przyznaje. „Jest w tym coś niesamowitego — fotografować głęboki kosmos z przedmieść, a potem oglądać efekty na ekranie kinowym."
Prazeres dostarczył producentom wersje zdjęć bez gwiazd, tak aby jasne punkty świetlne nie „konkurowały o uwagę" w trakcie napisów końcowych. Zaznacza jednak, że „leżące u podstaw struktury i kolory wciąż zbudowane są z prawdziwych zarejestrowanych danych."
Jak powstają te niesamowite zdjęcia kosmosu?
Technika stosowana przez Prazaresa jest równie fascynująca co jej efekty. Fotograf używa zmotoryzowanej montażu śledzącej, która kompensuje obrót Ziemi — dzięki temu fotografowany obiekt pozostaje idealnie wykadrowany i stabilny przez cały czas ekspozycji.
Następnie wykonuje setki długich ekspozycji — trwających od pięciu do dziesięciu minut — rozłożonych na wiele nocy. Proces wymaga nie tylko cierpliwości, ale i precyzji technicznej.
- Stosuje specjalne filtry wąskopasmowe, takie jak Hydrogen Alpha (wodór alfa) i Oxygen III (tlen III)
- Filtry te izolują konkretne długości fal światła emitowanego przez gaz w mgławicach
- Pozwalają ujawnić struktury, które są zbyt słabe, by zarejestrować je w sposób wyraźny przy normalnych warunkach
Poszczególne klatki są następnie kalibrowane pod kątem szumów sensorowych, cieni kurzu i artefaktów optycznych. Po kalibracji są wyrównywane i łączone metodą stackingu, co jeszcze bardziej redukuje szumy. Ten żmudny proces ujawnia blade struktury odległe o miliardy lat świetlnych — struktury, które bez tej obróbki pozostałyby ukryte w danych.
Prazeres podkreśla, że w całym procesie nie jest wykorzystywana generatywna sztuczna inteligencja „jakiegokolwiek rodzaju". To czyste rzemiosło, oparte wyłącznie na prawdziwych danych z nocnego nieba.
Warto zostać do samego końca
Jeśli wybierasz się na Project Hail Mary, masz teraz dodatkowy powód, by nie wychodzić z sali w momencie, gdy na ekranie pojawią się napisy końcowe. Kosmiczne obrazy, które je wypełniają, nie są dziełem komputerowych algorytmów — to prawdziwe fotografie głębokiego kosmosu, uchwycone z podwórka domu w australijskim Brisbane przez pasjonata z teleskopem i niezwykłą wizją.













