Chaos zamiast jednego symbolu
Wyścig o stworzenie powszechnie rozpoznawalnego logo „Bez AI" nabiera tempa. Problem w tym, że zamiast jednego spójnego znaku mamy ich kilkanaście – a brak wspólnej definicji sztucznej inteligencji tylko komplikuje całą sprawę.
Badacze zidentyfikowali co najmniej osiem różnych inicjatyw oferujących etykiety z komunikatami w stylu „Nie użyto AI" lub „Z dumą stworzone przez człowieka". Taki natłok konkurujących oznaczeń może jednak wywoływać więcej zamieszania niż pożytku.
Konsumenci są zagubieni
Dr Amna Khan z Manchester Metropolitan University, ekspertka ds. zachowań konsumenckich, nie ma wątpliwości co do skali problemu. „Sztuczna inteligencja wywołuje ogromne zamieszanie, a sprzeczne definicje tego, co jest dziełem człowieka, dezorientują odbiorców" – wyjaśnia. Jej zdaniem wypracowanie jednej, powszechnie przyjętej definicji jest niezbędne, by odbudować zaufanie i dać konsumentom realną pewność co do tego, co kupują.
Coraz więcej fotografów i twórców kreatywnych otwarcie zaznacza na swoich profilach w mediach społecznościowych, że w swojej pracy nie korzysta z żadnych narzędzi AI. To sygnał rosnącej potrzeby wyraźnego odróżnienia twórczości ludzkiej od treści generowanych maszynowo.
Wydawnictwa i kino też reagują
Trend ten widoczny jest również w branży wydawniczej. Renomowane wydawnictwo Faber and Faber zaczęło umieszczać na wybranych książkach stempel „Napisane przez człowieka". Z kolei firma Books by People weryfikuje autorów pod kątem korzystania z AI.
„Wydawcy mierzą się z nową rzeczywistością, w której książkę można stworzyć w kilka minut, a nie miesiącami czy latami. Czytelnicy nie mogą już być pewni, czy dana pozycja odzwierciedla ludzkie doświadczenie, czy jest jedynie maszynową imitacją" – mówi Esme Dennys, założycielka Books by People.
Ciekawe artykuły:
Podobne zmiany zachodzą w kinematografii. Horror z 2024 roku Heretic z Hughem Grantem w roli głównej zawierał wyraźne zastrzeżenie: „W produkcji tego filmu nie wykorzystano generatywnej sztucznej inteligencji."
Fałszywe oskarżenia o AI
Problem niesłusznych podejrzeń dotyka coraz więcej artystów. Przykładem jest fotograf Robert Wilson, który opisał, jak jego efektowna sesja zdjęciowa została podważona przez sceptycznych internautów przekonanych, że zdjęcia wygenerował algorytm – mimo że były w całości dziełem człowieka.
To bolesna ironia: twórcy, którzy celowo unikają AI, stają się ofiarami podejrzeń właśnie dlatego, że ich praca jest wyjątkowo dobra.
Definiowanie AI – granica trudna do wyznaczenia
Sasha Luccioni, naukowczyni zajmująca się badaniami nad AI, wskazuje na fundamentalną trudność całego przedsięwzięcia. „Sztuczna inteligencja jest już tak wszechobecna i tak głęboko wbudowana w różne platformy i usługi, że naprawdę trudno ustalić, co właściwie oznacza «wolny od AI»" – tłumaczy.
Jej zdaniem podejście zero-jedynkowe – AI albo nie-AI – to zbyt duże uproszczenie. „AI to pewne spektrum. Potrzebujemy kompleksowych systemów certyfikacji, a nie prostego podziału na «z AI» i «bez AI»" – dodaje ekspertka. To spostrzeżenie pokazuje, jak daleka jeszcze droga do standardu, który zadowoliłby wszystkich.













