Jedna z najsłynniejszych fotografii naukowych w historii
Zdjęcie zatytułowane Milk Drop Coronet autorstwa Harolda „Doca" Edgertona to jeden z tych obrazów, które trudno zapomnieć. Biała kropla mleka zastygła w kształcie korony nad czerwoną powierzchnią — to nie jest grafika komputerowa ani przypadek. To efekt lat żmudnych eksperymentów i prawdziwie przełomowej technologii.
Fotografia powstała 10 stycznia 1957 roku i do dziś uchodzi za doskonały przykład momentu, w którym nauka przekształca się w czystą sztukę.
Kim był Harold Edgerton?
Edgerton był profesorem inżynierii elektrycznej na MIT, ale świat zapamiętał go głównie pod pseudonimem Papa Flash. Przydomek ten zawdzięczał skonstruowaniu stroboskopu — urządzenia, które zrewolucjonizowało fotografię błyskową.
Przez wiele lat współpracował z fotografem Life magazine, Gjonem Milim, nieustannie doskonaląc techniki fotografowania za pomocą krótkiego błysku elektronowego. Jego celem było uczynienie widocznym tego, czego ludzkie oko normalnie nie jest w stanie dostrzec.
Stroboskop: narzędzie, które zmieniło fotografię
Edgerton zaprojektował stroboskop w 1932 roku. Pierwotnie miał on służyć do badania silników elektrycznych — jednak badacz szybko zorientował się, że urządzenie potrafi coś znacznie bardziej fascynującego. Potrafiło zamrażać w czasie momenty zupełnie niewidoczne gołym okiem: kulę wystrzelona z pistoletu, skrzydła kolibra w locie, a także spadające krople cieczy.
To odkrycie otworzyło zupełnie nowy rozdział w historii fotografii naukowej i artystycznej jednocześnie.
Nauka stojąca za koroną z mleka
Już w 1939 roku Edgerton opublikował książkę zatytułowaną Flash! Seeing the Unseen by Ultra High-Speed Photography, w której zamieścił czarno-białe zdjęcie chlapnięcia mleka tworzącego kształt korony. W tej samej publikacji szczegółowo opisał zjawiska fizyczne odpowiedzialne za ten efekt.
Ciekawe artykuły:
„Zachowanie cieczy jest uzależnione od napięcia powierzchniowego. Warstwy powierzchniowe każdej cieczy zachowują się jak naciągnięta skóra lub membrana, która nieustannie stara się zmniejszyć swoją powierzchnię" — pisał Edgerton.
Wyjaśniał też dalej: „Słup cieczy, po przekroczeniu określonej długości w stosunku do swojej średnicy, staje się niestabilny i rozpada się na szereg równoodległych kropel. Podczas ich powstawania są one połączone wąskimi szyjkami cieczy, które z kolei rozpadają się na jeszcze mniejsze krople."
Jak powstało zdjęcie z 1957 roku?
Aparat Edgertona pracował z czasem naświetlania wynoszącym 1/10 000 sekundy, ale zastosowane przez niego lampy ksenonowe świeciły jeszcze krócej — zaledwie przez jedną milionową sekundy. Jak wyjaśniał Kim Vandiver z Centrum Edgertona na MIT: „To właśnie światło samo w sobie pełniło funkcję migawki."
Źródło światła było ustawione przed miejscem upadku kropli i wyzwalane przez samą kroplę mleka. Jej tor opadania przecinał wiązkę światła skierowaną na detektor. Kiedy kropla na chwilę przerywała tę wiązkę, detektor rejestrował zmianę i generował impuls elektryczny. Ten z kolei, po regulowanym opóźnieniu, wyzwalał błysk lampy.
Setki prób, jedno doskonałe ujęcie
Milk Drop Coronet było dosłownie uwieńczeniem wieloletnich prób i błędów. Zanim powstało to jedno, idealne zdjęcie, na podłodze ciemni wylądowały setki nieudanych kadrów. Ostatecznie jednak wysiłek się opłacił — magazyn Time umieścił fotografię na liście najbardziej wpływowych zdjęć wszech czasów.
Technika druku, która ocaliła arcydzieło
Jednym z niedocenianych atutów tego zdjęcia jest sposób, w jaki zostało wydrukowane. Większość istniejących odbitek Milk Drop Coronet powstała w technice przeniesienia barwnikowego (dye-transfer), uznawanej przez znawców za najdoskonalszą metodę reprodukcji fotografii kolorowej. Tę samą technikę stosował między innymi wybitny fotograf William Eggleston.
To szczęście, że te odbitki w ogóle istnieją — oryginał negatywu podobno został zniszczony. Gdyby nie dye-transfer, jedno z najważniejszych zdjęć w historii fotografii mogłoby podzielić los wielu zapomnianych archiwaliów.













