Tajemniczy świat chińskich filmów fotograficznych
Przeglądając internetowe sklepy, wielokrotnie natykałem się na nieznane i zaskakujące klisze 35mm. Ciekawość wzięła górę — czarno-biała fotografia to prawdziwa alchemia, a rodzaj filmu w ogromnym stopniu decyduje o charakterze końcowych zdjęć. Pytanie brzmiało: czy filmy z Temu w ogóle nadają się do użytku?
Ogromną część radości z fotografii analogowej czerpię właśnie z testowania różnych marek i czułości emulsji. Chińskie filmy wydawały mi się zagadkowe i eksperymentalne — postanowiłem więc kupić kilka rolek, żebyś Ty nie musiał. Choć po lekturze tego artykułu możesz mieć ochotę spróbować samodzielnie.
Przygotowania do testu
Uczciwie przyznam, że nie jest to mój pierwszy kontakt z chińskimi filmami. Miałem już do czynienia z filmami marki Lucky, z różnym skutkiem. Nigdy jednak wcześniej nie odważyłem się sięgnąć po coś całkowicie pozbawionego rozpoznawalnego brandu.
Zanim przejdziemy dalej, kilka ważnych kwestii technicznych. Przetestowałem sześć różnych emulsji na trzech osobnych korpusach Nikona, używając wyłącznie obiektywu Nikkor 85mm f/2 AIS. Zależało mi na zachowaniu spójności optycznej w całym teście, choć warto zaznaczyć, że Nikkor to obiektyw vintage — taki, z jakim sam zazwyczaj fotografuję na filmie.
Filmy oddałem do lokalnego laboratorium, które zajęło się wywołaniem i skanowaniem. Celowo ograniczyłem obróbkę zdjęć do minimum, by oddać możliwie wierny obraz każdej emulsji. Oznacza to, że zostawiłem bez retuszu kurz i rysy, a kontrast oraz ekspozycję zmieniałem tylko w wyjątkowych przypadkach.
Jednym z pierwszych problemów, jakie napotkasz przy niszowych filmach, jest brak jakichkolwiek danych wywołania — trudno więc precyzyjnie dobrać ekspozycję i zaplanować zakres tonalny. Laboratorium poradziło sobie świetnie, ale kilka rolek wyszło nieco niedowywołanych. Przy samodzielnych próbach licz się z pewną dozą eksperymentowania.
Świadomie starałem się wybierać filmy bez powłoki antyhalacyjnej Remjet, której węglowa warstwa wymaga dodatkowego płukania przed wywołaniem. Mimo to podejrzewam, że jedna z zakupionych emulsji taką powłokę posiadała. Przy poprzednich testach dwóch filmów z mojej listy pojawiły się poważne przecieki światła i ekstremalny poziom kurzu wewnątrz kliszy. Nastawiaj się na pewien odsetek nieudanych rolek — to wpisane w ryzyko zakupu tego typu filmów.
Co do ceny — po doliczeniu kosztów wysyłki i ukrytych opłat, większość tych filmów okazała się mniej więcej tak samo droga jak znane marki dostępne w Ameryce Północnej. Kupując większe zestawy, można nieco zaoszczędzić, ale oszczędności te nie są wystarczające, by uzasadnić ryzyko. Te filmy warto kupować tylko wtedy, gdy szukasz unikalnych emulsji o charakterystycznym wyglądzie, trudnym do znalezienia na miejscu.
Poolar 400
Pierwszy film na liście to Poolar 400 BW — 18 ekspozycji w cenie około 12,50 dolarów. To, co pojawiło się pod moim adresem, faktycznie miało czułość ISO 400, ale nie nosiło nazwy Poolar, a zamiast obiecanych 18 klatek otrzymałem jedynie 17.
Film wywołał się jednak dobrze i zaskoczył pozytywnie. Emulsja o czułości 400 ISO cechuje się wyraźnym kontrastem, bogatą skalą tonalną i przyzwoitą ostrością. Ziarnistość jest gruba, ale wygląda ostro, choć rozdzielczość mogłaby być wyższa. Na dolnej połowie rolek zauważyłem nieprzyjemny kurz.
Nie wiem, jaką emulsję tak naprawdę dostałem, ale rezultaty były przyjemne i stanowią jeden z tych małych powodów, dla których warto eksperymentować z nieznanymi filmami.
Hayamou 100 ISO BW
Po ten film sięgnąłem głównie dlatego, że marka Hayamou oferuje również szeroką gamę filmów kolorowych — chciałem sprawdzić, jak radzi sobie z czernią i bielą. Metalowa kaseta wyglądała profesjonalnie, etykieta była starannie wykonana. Film miał być czułości ISO 100 na 36 klatek.
I tu spotkała mnie bardzo miła niespodzianka — Hayamou 100 okazał się prawdziwym klejnotem w tej grupie. Bardzo ostra szczegółowość, drobna ziarnistość i mocny, wyrazisty kontrast. Film wywołał się bez problemów, bez kurzu ani przecieków światła.
Ciekawe artykuły:
Emulsja ta wyraźnie przypominała mi Agfa APX 100 — i z chęcią sięgnąłbym po nią ponownie.
Rene 400 BW
Przyznam szczerze: kupiłem ten film w 36-klatkowym wariancie za około 11,75 dolara głównie dlatego, że przyszedł w efektownej metalowej puszce. Wyglądał kusząco. Niestety, przypuszczam, że ta emulsja posiadała powłokę Remjet, która nie została odpowiednio usunięta przed wywołaniem.
Efekt? Zdjęcia wyglądają jak pokryte ospą — czarne plamy rozrzucone po całych kadrach. Trudno ocenić rzeczywiste właściwości tej emulsji, bo defekt praktycznie uniemożliwia ocenę. To doskonały przykład problemów, na jakie można się natknąć przy zakupie filmów od sprzedawców, którzy nie podają żadnych istotnych informacji technicznych.
Lucky SHD 100
To pierwszy film, który pozwolił mi realnie zaoszczędzić. Musiałem co prawda kupić trzypak, ale cena jednostkowa wyniosła zaledwie 6 dolarów za rolkę z 36 ekspozycjami. Używałem już wcześniej SHD 100 i lubiłem go, choć bywają z nim problemy produkcyjne — rolka przekazana do testu innemu fotografowi była pełna kurzu i długich włosów na całej długości. Moje egzemplarze wypadły jednak dobrze.
Film charakteryzuje się drobną ziarnistością i dobrą ostrością. Kontrast jest umiarkowany — co daje elastyczność w trudnych warunkach oświetleniowych. Pod wieloma względami przypomina mi Ilford FP4. Na kilku pierwszych klatkach dostrzegłem drobne plamki, ale możliwe, że to wina laboratorium.
Lucky SHD 400
Nigdy wcześniej nie testowałem Lucky SHD 400, ale ta emulsja przypadła mi do gustu. Cena znowu oscylowała wokół 6 dolarów za rolkę, a film jest dostępny w eleganckich pudełkach na 36 klatek. Nie miałem problemów z kurzem ani przeciekami, choć ta konkretna emulsja wyszła nieco niedowywołana. Wystarczyła minimalna korekta, a wyniki okazały się dobre.
Ziarnistość jest wyraźna i szorstka, kontrast solidny. Nie dorównuje co prawda Kodak Tri-X pod względem dramatyzmu, ale struktura ziarna jest zbliżona. To doskonały, tani film 400 ISO dla tych, którzy lubią surowy, reportażowy styl obrazowania. Przy odpowiednim wywołaniu sprawdzi się też świetnie w technikach litograficznych.
Xinbai 400 BW
Ten film przyciągnął mnie intrygującą niebieską etykietą — wyglądał poważnie. Zapłaciłem około 9,50 dolara za rolkę w zestawie trzech sztuk po 36 klatek. Jedna rolka trafiła do testów u innego fotografa i poniosła totalne fiasko — przecieki światła zniszczyły każde ujęcie. Moje egzemplarze były szczęśliwiej wolne od tej wady.
Xinbai 400 ma swój własny charakter. Ziarnistość jest gruba i wyraźna, ale kontrast — stosunkowo miękki. Rozdzielczość nie należy do najwyższych, jednak emulsja ta sprawdza się znakomicie przy portretach i spokojnych pejzażach, gdzie miękkość tonalna działa na korzyść obrazu.
Kupując filmy na Temu — ostrzeżenie dla kupującego
Ten mały eksperyment sprawił mi sporo radości i pozwolił zrozumieć, czego można się spodziewać, zamawiając tego rodzaju filmy przez internet. Przekonałem się, że realna oszczędność zależy od wyboru konkretnych marek i gotowości do zakupu w większych ilościach. Spośród wszystkich testowanych filmów jedynie Lucky — i w nieco mniejszym stopniu Xinbai — pozwoliły naprawdę zaoszczędzić.
Muszę jednak powtórzyć: wyłącznie z perspektywy finansowej, zakup tych filmów się nie opłaca. Kurz, przecieki światła, mikrootwory w emulsji i krótkie daty ważności to realne zagrożenia. Jeśli zależy Ci na powtarzalności i przewidywalności wyników, kupuj filmy sprawdzonych marek u lokalnych sprzedawców.
Jest tu jednak i drugi wymiar — ta przygoda ma w sobie coś fascynującego. Znalazłem emulsje, które naprawdę mi się spodobały. Jeśli jesteś gotów podjąć ryzyko i postawić na eksperyment, czeka Cię unikalne doświadczenie. Wybieraj filmy, które wyglądają profesjonalnie — choć to wcale nie gwarantuje sukcesu. Słyszałem też, że firmy takie jak Lucky pracują nad nowoczesnymi emulsjami nowej generacji. Jestem przekonany, że Chiny są w stanie produkować wysokiej jakości filmy fotograficzne — być może azjatycki rynek filmowy kryje jeszcze niejedną niespodziankę wartą odkrycia.













