Sigma 35mm f/1.4 II Art — recenzja: powrót króla obiektywów

Sigma Art — sztuka w każdym calu

Sigma uczyniła ze swojej serii Art prawdziwe dzieło rzemiosła optycznego. Te obiektywy są piękne, profesjonalne i bardzo często wybierane zamiast odpowiedników od producentów aparatów. Technologia jednak nie stoi w miejscu, a seria Art funkcjonuje na rynku już od dłuższego czasu — nieuchronnie nadszedł więc moment na odświeżenie. Sigma 35mm f/1.4 Art to jeden z najpopularniejszych obiektywów stałoogniskowych w całym portfolio marki, a teraz doczekaliśmy się jego następcy.

Sigma 35mm f/1.4 II Art: jak leży w dłoni?

Nowy obiektyw, wyceniony na 1059 dolarów, trafił na ulice Calgary, gdzie można było sprawdzić, co nowa technologia wnosi do praktycznego użytkowania. Pod względem rozmiarów nowa wersja jest nieco mniejsza od poprzedniczki. Zachowano filtr o średnicy 67 mm, ale masa spadła do zaledwie 530 gramów (18,7 uncji).

Pierścień manualnego ostrzenia działa płynnie i jest łatwy do wyczucia nawet bez patrzenia na obiektyw. Znalazło się tu miejsce na kilka konfigurowalnych przycisków oraz prawdziwy pierścień przysłony. Szczególnie cieszy obecność przełącznika AF/MF, a pierścień przysłony można przestawić w tryb bezstopniowy — co docenią zwłaszcza filmowcy.

Zbliżenie na obiektyw Sigma 35mm f/1.4 DG II Art z widocznymi przełącznikami trybów i oznaczeniami odległości
Pierścień przysłony z funkcją wyłączenia kliknięć to prawdziwy atut tego obiektywu.

Tak jak wszystkie obiektywy z serii Art, obudowa jest uszczelniona przed zachlapaniem i kurzem. W zestawie znajduje się osłona przeciwsłoneczna z blokadą zatrzaskową. Mimo nieco mniejszych gabarytów Sigma 35mm f/1.4 Art II nadal sprawia wrażenie wysokiej jakości optyki — solidnej i świetnie wykonanej.

Sigma 35mm f/1.4 II Art: jak fotografuje?

Odblask jest tu kontrolowany wyjątkowo skutecznie — przy mniejszych przysłonach niemal nie ma duchów, a kontrast pozostaje na wysokim poziomie. Płytka osłona radzi sobie z blokowaniem niepożądanego światła. Imponujące są też gwiazdki słoneczne przy najmniejszych otworach przysłony — wyraźne, o długich promieniach i dobrej definicji.

Nowoczesny budynek biurowy z odbiciem słońca tworzącym faliste wzory świetlne na fasadzie
Gwiazdki słoneczne wychodzą z tego obiektywu naprawdę efektownie.

Poprzednia wersja miała wyraźny problem z podłużną aberracją chromatyczną (LoCA), która objawiała się zielono-purpurowymi obwódkami w obszarach poza ostrością. Nowy model radzi sobie z tym zagadnieniem znacznie lepiej — aberracja nadal jest obecna, ale w stopniu minimalnym i praktycznie niezauważalnym.

Porównanie dwóch zdjęć krzesła na żółtym tle przy f/1.4 i f/16 — test odporności na flary
Problemy z flarami są właściwie nieodczuwalne.

Bokeh ma co prawda lekki efekt mydlanej bańki wokół świetlnych punktów, ale charakterystyczny wirowy koci oczek przy f/1.4 jest naprawdę atrakcyjny. Tła wychodzą miękkie, spokojne i pozbawione rozpraszających elementów. Szybsze obiektywy 35mm pozwalają uzyskać naturalną separację między obiektem a tłem — i ta sztuka udaje się nowej Sigmie znakomicie.

Portrety mężczyzny przy f/1.4 i f/8 — porównanie rozmycia tła
Bokeh jest czysty i przyjemny, a tła wyglądają wyjątkowo miękko.

Poprzednia wersja korzystała z wolniejszego silnika skokowego do autofokusa. Nowy model wyposażono w podwójne szybkolinearowe silniki — takie same jak w ubiegłorocznym obiektywie Sigma 35mm f/1.2 Art. Fokusowanie jest teraz błyskawiczne i bezwysiłkowe. Fotografię uliczną, koncerty w słabym oświetleniu czy zdjęcia akcji — to wszystko nowa Sigma obsługuje bez żadnych problemów.

Ciekawe artykuły:

Sprawdzono również efekt oddychania obiektywu, czyli zmianę kąta widzenia podczas ustawiania ostrości, który może być bardzo irytujący przy nagrywaniu wideo. Nowa Sigma praktycznie go nie wykazuje — to imponujące ulepszenie w porównaniu z poprzednią generacją.

Osoba w ciemnych ubraniach idzie chodnikiem obok ceglanego muru z graffiti
Szybki i cichy autofokus sprawdzi się w każdych warunkach.

Ostrość to obszar, w którym tego obiektywu spodziewano się wyróżnienia — i faktycznie nie zawodzi. Sigma od dawna produkuje szkła o wyjątkowej przejrzystości obrazu, ale nowy 35mm przeszedł nawet oczekiwania. Przy f/1.4 centrum kadru jest ostry jak brzytwa, z dobrym kontrastem. Domknięcie przysłony przynosi jeszcze nieco więcej kontrastu, choć wyniki już od początku są znakomite.

Najbardziej jednak zachwyca ostrość w narożnikach. To element, który często bywa pomijany, a tymczasem Sigma 35mm f/1.4 II oferuje doskonałą rozdzielczość w rogach kadru już przy najszerzej otwartej przysłonie. Obiektyw jest po prostu ostry od f/1.4 niezależnie od tego, gdzie kieruje się punkt ostrości.

Porównanie tablic testowych przy f/1.4 i f/2.8 — test ostrości centralnej
Ostrość przy najszerszych przysłonach jest wyjątkowa.
Porównanie tablic testowych przy f/1.4 i f/2.8 — test ostrości narożników
Nawet narożniki prezentują się świetnie przy f/1.4.

Sigma 35mm f/1.4 II Art: blisko doskonałości

Ten obiektyw recenzuje się łatwo, bo jest niemal perfekcyjny. Sigma wyeliminowała każdą słabość pierwszej wersji — a tamta była przecież bardzo dobrą optyką. Tym razem niezwykle popularna ogniskowa 35mm dostaje solidne odświeżenie, zachowując przy tym rozsądną cenę 1059 dolarów.

W mocowaniu L-Mount to bezsprzecznie najlepszy wybór spośród dostępnych obiektywów 35mm. Sony oferuje co prawda świetny 35mm f/1.4 G Master, ale jest on droższy o sześćset dolarów przy porównywalnej jakości optycznej — trudno więc przekonująco uzasadnić tę różnicę.

Viltrox ma w ofercie serię LAB z obiektywem 35mm f/1.2, a Sigma wydała własny 35mm f/1.2. Jednak obydwa są cięższe i niosą ze sobą pewne kompromisy optyczne wynikające z szerszej przysłony f/1.2. Osobiście trudno uznać to za warte zachodu — nowa wersja Art wydaje się lepszym wyborem dla większości fotografów zainteresowanych ogniskową 35mm. 35 mm może nie być ulubioną ogniskową każdego, ale cieszy się ogromną popularnością — i ten nowy obiektyw Sigmy to naprawdę znakomita propozycja w tej kategorii.

Czy istnieją alternatywy?

Panasonic oferuje jedynie obiektyw 35mm f/1.8 — zdecydowanie tańszy, ale pozbawiony optycznego wyrafinowania nowej Sigmy. Sony z kolei ma droższy odpowiednik o zbliżonej jakości obrazu. Oszczędność wydaje się tu oczywistym wyborem.

Czy warto go kupić?

Zdecydowanie tak. Ten obiektyw ma wszelkie szanse, by stać się natychmiastowym klasykiem — a w ciągu najbliższych miesięcy może zyskać wręcz legendarny status.

Przewijanie do góry